Стенографическiй отчетъ изъ судовой росправы
по дЪлу Ольги Грабарь и товарищей
Главная Движения Регионы Деятели Ссылки Отзывы Форум

"Стенографическiй отчетъ изъ судовой росправы по дЪлу Ольги Грабарь и товарищей."

Rambler's Top100

Тридцать третье засЪданіе
(13 (25)-го іюля; — начало въ 10 ч. утра).

Продолженіе рЪчи прокурора.

358

По поводу нечаянной болЪзни двухъ присяжныхъ судей, которыхъ только судово-лекарская комиссія заставила явитись къ розбирательству, такъ поздно открыто засЪданіе.

Площ. заявивши, що больный, соглашается, щобы розбирательство въ его отсутствіи продолжалось и оставляетъ залю.

Прок. продолжаетъ затЪмъ свою рЪчь.

Szanowni Panowie!

Wczoraj zaznaczyłem stanowisko komitetu panslawistycznego w Petersburgu i jego działalność w ostatnich czasach, również, że dwie osobistości, mianowicie p. Adolf Dobrzański i ks. Jan Naumowicz przyszli jemu w pomoc na jego polu działania.

Niezadowolony z dualistycznego ustroją monarchii, porzuca Adolf Dobrzański służbę państwową i osiedla się stale w Czerteżu, na granicy galicyjskiej. Tu podejmuje tajną agitacyę, ale tak ostrożnie, że władze węgierskie nie miały podstawy do ingerencyi; stwierdza to reskrypt J. E. p. ministra Tiszy. Z Czerteża podtrzymuje Dobrzański stosunki z ks. Terleckim w Kijowie, z Samarynem i innymi panslawistami w Rossyi. Na Wielkanoc w r. z. zjawia się w Czerteżu Mirosław Dobrzański, człowiek posiadający wyższe wykształcenie, jak to przyznał sam ks. Naumowicz wbrew zeznaniom kilku świadków, którzy nazywali go „trzpiotowatym," „flatterhaft," Zastanówmy się bliżej nad tą osobistością. Bez zrozumiałego powodu opuszcza on naglo Węgry, opuszcza posiadłość ziemską, którą kupił mu ojciec i bez zasiłków wyjeżdża do Rossyi, z kilkoma zaledwie kartami polecającemi i tam nagle, bo we dwa miesiące wchodzi w grono komitetu tak zwanego dobroczynnego w Petersburgu, zkąd już w czerwcu pisze do Płoszczańskiego, aby zyskiwał tutaj członków dla tego komitetu i wspomina, że jest tam referentem dla subwencyonowania

359

pism ruskich. Widocznie więc wszedł od razu do Wydziału towarzystwa.

W r. 1881 udaje się M. Dobrz. nagle w podróż dwumiesięczną po Austryi, w lipcu r. z. przejeżdża przez Kraków, jawią się n. p. u Kułaczkowskiego, któremu wspomina coś niby o nihilistach i żąda sprawozdania z procesu socyalistów, choć jako dziennikarz (jak się przedstawiał), mógł najłatwiej w świecie, bezpośrednio udać się do redakcyi „Czasu". Z Krakowa udaje się do Lwowa i tutaj konferuje z Markowem, także, jak Marków twierdzi, o nihilistach, tudzież z Mazurem, człowiekiem — bez urazy — o nieskończenie niskiej inteligencyi i pozycyi socyal-nej. Obiecuje złote góry, świetną przyszłość za... śledzenie nihilistów. Ze Lwowa w drodze do Czerteża zbacza do — Skałatu, aby się widzieć z ks. Naumowiczem, którego wcale nie znał, przez kilka godzin tylko, i to w celu pogadanki, znowuż o niczem więcej, tylko o nihilizmie. Wspomniał przy tem г góry, jak ks. N. sam podaje, że jest członkiem komitetu w Petersburgu i obiecuje ni ztąd ni z owad stypendyum dla Włod. Naumowicza.

Ks. Jan Naumowicz zrazu zaprzeczył znajomości Dobrzańskiego i dopiero po dłuższem uwięzieniu, kiedy Marków z tem wyjechał, przyznał się, że z M. Dobrzańskim stosunki zawiązał.

Ztamtąd jedzie M. Dobrzański do Węgier, widzi się z Gezą Mocsarym, którego także atakuje o nihilistów, a w Czerteżu spotyka się z Markowem i Włodz. Naumowiczem, którzy kilkudziesięcio-milową podróż podjęli dla kilkodniowego pobytu w Czerteżu, jakoby w celu poratowania zdrowia. W Czerteżu otrzymuje też M. Dobrzański listy ze Lwowa od Mazura za pośrednictwem Olgi Hrabar. Gdy M. Dobrzański odbywa dalszą podróż po Węgrzech, Adolf Dobrzański nagle wyjeżdża do Lwowa. Opuszczając swą znaczną majętność, przenosi się na mieszkanie zrazu do zięcia, a następnie przyjmuje liczne u siebie zebrania „panów i księży," jak powiada Mazur, zawiązuje stosunki z Płoszczańskim, Markowem, Mazurem i t. d. Tymczasem M. Dobrzański przybywa do Wiednia, odszukuje swego przyjaciela z dawnych lat, Francisciego, w celu umówienia go do pośrednictwa w korespondencyi z Włodz. Naumowiczem i niejakim Riaszewskim, także płatnym ajentem.

Wszyscy oskarżeni, a głównie Adoll Dobrzański i Naumowicz przyznali, iż Mirosław Dobrzański był członkiem komitetu panslawistycznego, a chociaż ks. Ogonowski powiada, że mu rzekł, iz jest tylko członkiem „Kruzka" — i chociaż wiem, że istnieje we Lwowie „Krużok akademiczeskij", mam wielkie podejrzenie, że była wtenczas mowa o „Krużku petersburskim!" Ks. Ogonowski neguje — a ja udowodnię. Trembicki przyznaje, Nyczaj także po części przyznaje, że M. Dobrzański ustanowił ich jako płatnych, rzekomo dla śledzenia nihilistów, czego dokonawszy wrócił do Petersburga.

Po jego odjeździe Adolf Dobrzański, który sam nie mógł oddać się korespondencyi, gdyż być może, iż wiedział, że jest sygnalizowany, przywołuje z Czerteża córkę Olgę Hrabar, z którą, co dziwna, stosunek familijny był nader chłodny i używa ją do pośrednictwa w korespondencyi nader obfitej i rozgałęzionej, a w tym samym stopniu tajemniczej i skrytej.

Misya więc Mirosława Dobrzańskiego w Austryi, a głównie w Galicyi, według mego przekonania, które i oskarżeni zapewne podzielają, miała na celu nie odwiedziny ojca, ale cel ważniejszy, donioślejszy—polityczny. Wszyscy oskarżeni przyznają bowiem jego jakieś niejasne, skryte zachowanie się i przypisują to przyjemnościom rzekomego studyowania nihilizmu.

Zachodzi pytanie, czy ta polityczna misya miała na celu śledzenie nihilistów, czy też była podjętą w innych celach?

Z listów Dobrzańskiego wynika, że korespondował nietylko przez Wiedeń i Lwów, ale i przez Warszawę, gdzie miał także pośrednika w osobie Eleny Budiłowiczowej. W Petersburga odbierał listy przez jakiegoś S. W., którym, jak pani O. Hrabar tłumaczy, ma być Samuel Wemberger. Mirosław Dobrzański zapewnia wszystkim ustanowionym przez się ajentom świetne wynagrodzenie, wspomina o programie dla „Słowa", którym bodaj czy nie był ów ogłoszony nr. 134 z r. 1881 (w grudniu); w listach używa umówionych znaków i słów maskowanych, a nadto wysyła pieniądze w kwotach znaczniejszych.

Jaką drogą szły te pieniądze i zkąd, tego nie wiemy, bo kopert z listów pieniężnych nie znaleziono u żadnego z oskarżonych. Trembicki wprawdzie powiada, że otrzymał takie listy od Olgi Hrabar — ona zaś nie chce o tem wiedzieć wcale. Zwracam też uwagę na to, że o proweniencyi tych pieniędzy możnaby... wiele myśleć. To wszakże pewne, że nie pochodziły od samego Mirosława, który wcale skromną pobiera pensyę i sam mówi o pewnych potrzebach własnych, który zresztą co najwięcej 5 złr. może posłać Borysowi, własnemu bratu, a siostrze pisze, że ma długi, na które u ojca musi się zapomagać i td. Wszystko to wobec ostrożności, przestrzeganych przez Mirosława przy posyłce pieniędzy, uzasadnia przekonanie, że znaczne kwoty pieniężne, przesyłane w regularnych odstępach czasu, bądź na ręce siostry, bądź za pośrednictwem osób trzecich na pewne znane cele, nie z jego prywatnej pochodziły kasy.

Przytoczę tu ciekawy ustęp z listu M. D. z dnia 30. grudnia 1881 r.:

„Kupiec, mający chęć kupna dóbr od Hodowaja, mniemał zrazu, że kupi za 50 do 60 tysiecy.

360

Dziś cieżko mu dać i 15.000. Jakkolwiek spodziewam sie z pewnością (ten wyraz podkreślony), ale musiałem mówić pierwej inaczej, a teraz inaczej. Ja temu nie winien, ani kupiec. Żydzi nie dostana, nic z wyjątkiem tego, co załączone, chyba gdyby donieśli cos nader ważnego." Owóż treść tego listu, gdzie Dobrzański stawia się na stanowisku sprzedającego jakieś rzekome dobra z podstawieniem nazwiska Hodowaja, dobra' które w jednej chwili spadają z 60 na 15.000 złr. — budzi we mnie podejrzenie, że komitet Towarzystwa dobroczynnego w Petersburgu, wyznaczywszy zrazu 60.000 na cele agitacyjne, zniżył następnie tę kwotę na 16.000, i ztąd wynikło pewne osłabienie całego ruchu. Tak należy rozumieć zagadkową treść owego listu, to jest jedyne możliwe rozwiązanie.

Że misya jego była polityczną, sam to stwierdza w listach do Rakowskiego, gdzie przyrzeka subwencyę Towarzystwu ruskiemu w Ungwarze (w drodze tajnej), a dalej związek z osobą ks. Naumowicza, do którego Olga Hrabar (jakkolwiek ona zaprzecza, ale wbrew temu przyznaje sam ks. Naumowicz) pisze: „Brat list wasz otrzymał — nie podejmujcie nic na miłość Boga stanowczego, póki nie otrzymacie wiadomości i td. Widocznie chodziło tu o podjęcie narady w Warszawie, dokąd M. Dobrzański obiecywał się z przyjazdem i dokąd ks. Naumowicz nagle, w zimowej porze, przed samemi świętami Bożego Narodzenia udać się zamierzał, po przeprowadzonej z M. Dobrzańskim korespondencyi telegraficznej za pośrednictwem ks. Cybyka.

Co najważniejsza jednak, to, że ani w jednym liście M. Dobrzańskiego nie masz wzmianki, w myśl podsuniętego tu tłumaczenia, o socyalistów i nihilistów śledzeniu. Przypadkowo tylko zapewne znalazł się ustęp w liście do Wł. Naumowicza, z poleceniem śledzenia mordercy Mezencewa, i ten to ustęp zapewne nasunął myśl podobnego kolorowania i upozorowania całego związku.

I to jeszcze zadziwia, że Hrabarowa, przez której ręce szła cała korespondencya, w śledztwie ani słowem nie wspomniała o nihilistach, utrzymując, że korespondeneya jest natury czysto prywatnej. Następnie zmieniła zeznanie twierdząc, że była to korespondencya dziennikarska, wreszcie zaś przyznała, że dotyczyła kwestyj bardzo ważnych, wielkiej politycznej doniosłości, które tylko przed namiestnikiem, pod zaręczeniem tajemnicy urzędowej wyjawić by mogła.

Panowie możecie osadzić, jakie to były kwestye, skoro ona sama taką przypisywała im wagę. Wszakże gdyby szło tylko o śledzenie nihilistów, ona mogła śmiało powiedzieć, tak było, patrzcie, w tem nie ma nic zgoła. Ale chociaż taktyka obrony tej oskarżonej była bardzo dobrą, przecież zawiodła, bo wywołała wrażenie, które wręcz przeciwny zamierzonemu wywarło skutek. Jedno z tych rozmaitych jej tłumaczeń, mianowicie jakoby chodziło o korespondencyę li dziennikarską, samo się demaskuje listem M. Dobrzańskiego z 27. stycznia r. b. antidatowanym, o tręści od a do z zmyślonej. List ów pisany w chwili po zawiadomieniu o odbytej tu we Lwowie dnia 24. stycznia rewizyi, zawiera ustępy widocznie dla policyi i sądu pisane: „ Już dość długo nie pisałem do ciebie" albo „dla czego tak długo nic nie pisałaś" — wobec niezbitego faktu codziennej niemal wymiany listów! A dalej pisze M. D.: „Ty wiesz, że ja jestem korespondentem dziennikarskim." — Jeżeli wiedziała, po cóż jej przypominać? Chyba po to, aby włożyć jej w usta tłumaczenie. Te dane uprawniają mnie do twierdzenia, że list ów, jako też i drugi do matki w Czerteżu pisany, miały na celu zmylić tropy. Co najważniejsza, i w tym liście nawet nie wspomina M. D. nic o nihilistach. Widocznie był ktoś inny, który ten sposób tłumaczenia oskarzonym podsunął. Gdyby zresztą tak było, że chodziło o korespondencyę dziennikarską, to M. Dobrzański nie mógł oskarżonym oddać większej przysługi, a mnie bardziej nieprzyjemnej wyrządzić niespodzianki, jak przysłać wszystkie listy obwinionych. Ha wtedy powiedziałbym z tego miejsca, pomyliłem się, oni niewinni! Tymczasem tak się nie stało. Pan M. Dobrzański różne poczynił kroki (vide list w „Słowie" i list Pobiedonoscewa) ale tego jednego najprostszego, najłatwiejszego, najbardziej wskazanego — zaniechał! Widać miał słuszne ku temu pobudki!

Że sprawa oskarżonych miała doniosłość polityczną, widoczna z natychmiastowego zawiadomienia M. Dobrzańskiego przez Wł. Naumowicza o odbytej w Skałacie rewizyi listem na Wiedeń, zkąd wziął go niejaki Andyjewicz jadący do Warszawy i tam dopiero pocztą odesłał do Petersburga. Jakkolwiek uspokajającą była treść tego listu, mianowicie, że nic nie znaleziono, przecież Dobrzański odpisuje: „Der Brief aus Warschau hat mich nicht beruhigt." Zresztą tajemnicze postępowanie Dobrzańskiego, unikanie policyi i obawa nieprzyjemności, wskazują, że chodziło tu o inne rzeczy, aniżeli o śledzenie nihilistów, zwłaszcza, że w całą tę historye, wplątane są listy o Zaleszczykach, które cudownym sposobem oba naraz przez rozmaite osoby zostały zgubione u Adolfa Dobrzańskiego! Jeśli się zważy nadto, jakiemi funduszami popierał Mirosław Dobrzański tajemną korespondencyę, funduszami, o których śmiesznem jest twierdzenie A. Dobrzańskiego, jakoby jakiś uczony je wydawał na śledzenie nihilistów w Galicyi, to samo nasuwa się, że M. Dobrzański przybywszy do Petersburga, jako człowiek młody, pragnący odznaczenia, sam mógł nakłonić komitet słowiański

361

do wyznaczenia kredytu 50 do 60.000 na cele agitacyjne. Uderzającem jest, że bezpośrednio przed przyjazdem M. Dobrzańskiego do Lwowa zjawia się tu Iw. Sokołów, także członek Towarzystwa dobroczynnego w Petersburgu, o którym ludzie kompetentni jak prof. Szujski i Wisłocki orzekli, że miał minę ajenta i było to indywiduum niezdolne do głębszej pracy naukowej.

Sokołów był tem, co nazwano „ein fahrender Magister", sygnalizowano go nawet, że wyjeżdża za granicę, bawił on rzeczywiście jakiś czas we Lwowie, potem w Czerteżu, rzekomo dla uporządkowania prac swoich, potem znika i wypływa gdzieś dopiero w Belgradzie. To wskazuje jaką misyę miał Mirosław Dobrzański poparty przez Sokołowa.

Panowie zechcą się także głębiej zastanowić nad tą kartką znalezioną u Beli Hrabar, w której pisze o powstaniu. Takie wieści wyrobiły się w Kijowie. Dopiero w ostatnich czasach, bo w r. 1881 tak zwana kwestya ruska została tak żarliwie i z taką gorączkowością podniesioną przez dzienniki, których redaktorowie zasiadają tu na ławie oskarżonych. Adolf Dobrz. inspirował. Przyznaje on, że traktował z nimi o fuzyę, lecz chodziło mu nie o fuzję, lecz o nadanie wszystkim tym dziennikom jednego kierunku. I istotnie Adolf Dobrz. całej tej akcyi nadaje kierunek, o czem świadczy dobitnie pismo jego „Uiber den Ausnahmezustand in Galizien." Jeżeli panowie zważycie, że z kwestyą hnilicką wyłoniła się kwestya dotąd tak jaskrawo nie poruszana, jeśli sobie uprzytomnicie wszystkie te walki, wszystkie czynniki: kościół, dziennikarstwo, masę ludu, to przyjdziecie do przekonania, że wszystko to było środkiem w rękach tych osobistości. Ksiądz Naumowicz, Adolf i Mirosław Dobrzańscy działali tu w porozumieniu i do jednego dążyli celu. Cała akcya Mirosława Dobrzańskiego miała na celu podjęcie rozmaitych czynności i agitacyj, tak u nas w kraju, jako-też północnych Węgrzech i na Bukowinie w duchu panslawistów rossyjskich, a skierowaną była w pierwszym rzędzie na podburzenie ludu, na przygotowanie do wywołania wojny domowej, do zaburzeń i tym sposobem chciano sprowadzić na państwo niebezpieczeństwo. Starano się tu ośmierzyć oskarżenie, powiedziano: jak to być może, taki Szpunder, taki Załuski oni mieliby być tymi, którzyby zdolni byli oderwać od państwa jakąś prowincyę? Prawda, ale oni przygotowali grunt, a miało to nastąpić dopiero w dalszej przyszłości, oni sami nie wiedzieli kiedy to się stanie — miało się stać na wiosnę, na Wielkanoc 1879 r., pomylił się jednak w horoskopach swoich Adolf Dobrzański.

Być może panowie, że materyały, jakie tu naprowadzono w toku rozprawy, nie przedstawiają jeszcze czynu gotowego, dokonanego, jakie są możliwe przy spiskach. Akt oskarżenia też zarzuca podsądnym tylko podjęcie czynności przygotowawczych, dla tego to na pierwszy rzut oka bez głębszego wniknienia w tendencyę oskarżonych, może niejednego wprowadzić w wątpliwość. Po bliższem zastanowieniu się przekonacie się panowie, że właściwa istota czynu leży w czynności Mirosława Dobrzańskiego i jego ajentów. Przy tej jednej zbrodni t. j. zdradzie stanu tuż podjęcie czynności przygotowawczych jest karygodne, podczas, gdy przy każdej innej zbrodni czynność przygotowawcza uchodzi bezkarnie. Szczęście, że robota ta dość wcześnie przez interwencyę władz przerwaną została, że wykryto te tutaj oskarżone i jeszcze inne osoby, ze zapobieżono dalszemu szerzeniu się tej zgnilizny i tego jadu. Każde tylko zetknięcie się z Mirosławem Dobrzańskim, który miał taką niebezpieczną misyę, stanowi już poszlak a cóż dopiero, gdy się dalej prowadziła robota?

Ten punkt powoduje mnie przejść do pojedynczych oskarżonych.

Cała agitacya Mirosława Dobrzańskiego ilustruje działalność pojedynczach oskarżonych a z działalności pojedynczych sądzić dopiero można o całości, o działalności wszystkich. Oskarżeni używali najrozmaitszych wybiegów. Trembicki przedstawiał się jako faktor do wyszukania hucułka. (Трембицкій протестуетъ).

Wszystkie te wybiegi niegodne są tak inteligentnych osób, jakie tu stoją przed sądem, ich sposób tłumaczenia się wyczekujący, ostrożny, dobija ich samych. Ta bladość ich twarzy, gdy przyszło niespodzianie do sprawy Mazura, kiedy nie wiedzieli, co tam dla nich kompromitującego znaleziono, najlepiej ilustruje oskarżonych.

Przystępuję do omawiania pytań, postawionych pp. przysięgłym. Rozpoczynam od pytań głównych. odnoszących się do zbrodni stanu i od ks. Ogonowskiego.

Osobistość ks. Ogonowskiego, jego wymowa i sposób obrony budzą pewną sympatyę, przeszłość jego dawniejsza była bez skazy, był zawsze lojalnym, w zawodzie swoim zawsze pracował dla dobra ludu i dobra narodu w granicach przekazanych ustawami. Dowodzą tego świadectwa różnych władz. Mimo to wszystko czynię mu zarzut, iż jako redaktor „Listka Rodymego" stanął w szeregu tych działaczy, których pospolicie mieni się moskalofilami, a których ja nazywam politycznymi panslawistami. W „Listku Rodymym" nie dostrzeżono, aby cała jego tendencya była wręcz panslawistyczną, ale już ta sama okoliczność, że podany w „Nauce" ks. Naumowicza artykuł o dziennikarstwie, szereguje do kategoryi takich dzienników jak „Słowo," „Prołom," także i "Rodymyj Listok," obudzą podejrzenie. Znajdują się atoli i w treści

362

tego pisma pewne wskazówki. Mówi się tam: „Przebudzona Ruś nie zginie — spodziewa się zmartwychwstania — skończą się cierpienia, jeżeli ostatecznie przyjdzie do rozwiązania kwetsyi wschodniej." Z tego samego jednak wyłącznie nie czynię ks. Ogonowskiemu zarzutu, lecz o co innego. Został on także tknięty tym jadem, ten żywioł rozkładczy pochwycił i jego osobę. Mirosław Dobrzański był u ks. Ogonowskiego w Czerniowcach i ks. Ogonowski przystał na jego propozycyę. Mirosław Dobrzański pojechał do Czerniowiec i tam odszukał ks. Ogonowskiego; pokazuje się z tego, że Mirosław musiał mieć pewne dane, które wskazywały, że tu właśnie osobistość ks. Ogonowskiego będzie odpowiednią, zwłaszcza, że ks. Ogonowski był redaktorem pisma, mającego swoich prenumeratorów, więc mogącego działać w tym duchu. Ks. Ogonowski w śledztwie stanowczo zaprzeczał, jakoby znał Mirosława Dobrzańakiego lub Olgę Hrabar, jakoby z niemi zostawał w stosunkach. Później dopiero przyznał, że był u niego w Czerniowcach jakiś młody człowiek, przedstawił się mu jako akademik, członek towarzystwa „Akademiczeskij Krużok" i prosił go, aby mu pokazał osobliwości Czerniowiec. Okoliczność ta wydaje się bardzo dziwołężną, że młody jakiś człowiek nieznany, przychodzi do ks. katechety, profesora gimnazyalnego, ażeby mu tenże służył za cicerona? Dziwię się, że ks. Ogonowski mógł się jąć jakiego tłumaczenia, Że ten młody człowiek, który odwiedzał ks. Ogonowskiego w Czerniowcach, był rzeczywiście Dobrzański, wynika ztąd, że był w tym czasie i w Kołomyi, widocznie więc tam był i rozmówił się z ks. O. Zresztą świadczy o tem także i korespondencja, znaleziona u p. Olgi Hrabar. Wszystkie te pięć recepisów zgadzają się w datach i wskazują na listy, wysyłane do ks. Ogonowskiego. Olga Hrabar usiłuje tłumaczyć, iż to była korespondencya prywatnej natury, jest to jednak niemożliwem, gdyż p. Olga Hrabar nie znała ks. Ogonowskiego, i do żadnego innego dziennika nie pisywała swoje uwagi, miałażby tylko pisać do „Rodymego Listka?" O debicie także wtedy jeszcze mowy nie było. Widocznem jest tedy, że to były listy Mirosława Dobrzańskiego, przesyłane przez p. Olgę Hrabar. Ks. Ogonowski wiedział zresztą, że Mirosław Dobrzański jest w Petersburgu, nie potrzebował pośrednictwa Olgi Hrabar. Płyciej myślącym wyda się może dziwnem, jeśli się czyni komu z tego zarzut, że u niego nie znaleziono korespondencyi. Właśnie tych pięć listów, które przechodziły przez ręce p. Olgi Hrabar, nie znaleziono u ks. Ogonowskiego, a były stosy innych korespondencyj. To dowodzi tylko wielkiej ostrożności. Usunął ważne, a pozostawił nic nie znaczące. Skoro więc ks. Ogonowski otrzymał pięć listów, słusznym jest wniosek, że pisywał do Mirosława Dobrzańskiego. Jeżeli na poczcie nie znaleziono wykazów, to dowodzi tylko, że jako człowiek inteligentny był bardzo ostrożnym, nie odsyłał listów wprost, tylko pod jakimś innym adresem.

Jeżeli panowie zważycie dalej, że ks. Ogonowski stał w stosunkach z ks. Naumowiczem, odbierał od niego artykuły — ks. Naumowicz uwiadomił go o swojej podróży do Warszawy, świadczy to wszystko, iż byli ze sobą w bliższych stosunkach, jako też и Mirosławom Dobrzańskim, od którego listy odbierał i w tym duchu dalej korespondował, a nie mogła być mowa, jak przy innych osobistościach, o nihilistach. Nie może zaważyć na szali okoliczność, że innych działań ks. Ogonowskiego śledztwo nie wykryło — był bardzo ostrożnymi zresztą i wcześnie przerwana została działalność i ks. Ogonowski nie miał czasu jeszcze, aby mógł wystąpić z jakąś czynnością dobitną.

Nim przystąpię do p. Trembickiego, pozwolę sobie sprostować wyraz, który w gorączce mi się był wyrwał. Powiedziałem, że pan Treinbicki przedstawił się jako faktor przy kupnie konia hucułka.

Prostuję tedy to wyrażenie, iż przedstawił się jako pośrednik. Mojem założeniem nie jest drażnić czyjąś ambicyę.

Co się tyczy więc p. Trembickiego i popełnionej przez niego zbrodni stanu, chciałbym naprzód dać o nim małą charakterystykę.

Muszę jednak przy tym oskarżonym zachować pewną rezerwę, boję się, bym nie wyraził się zanadto ostro. Panowie sami mieli już zapewnię sposobność przekonać się, jaka to osobistość, jaka jego przeszłość i czy budzi wiarę w swoje tłumaczenie, lub nie. Ja tylko zaznaczam, że był aktorem, był nauczycielem ludowym, potem został zasuspendowany. Od roku 1861 stanął na czele wydawnictwa „Przyjaciel dzieci." On także, tak jak jego dziennik figuruje w „Nauce" między owemi pismami, które ks. Naumowicz zalicza do pism o tendencyach „Słowa i „Prołomu."

Zaliczają go do tego szeregu zajadliwych Moskali, a on sam twierdził, jak tu jeden świadek zeznał, że w Rossyi jest lepiej, jak u nas. Utrzymywał on stosunki z Leontyną Lewicką, od niej raz dostał dla jakie goś biednego studenta 12 rubli, z których wszakże wypłacił temu studentowi tylko 10 złr.

To określa bliżej osobistość tego podsądnego. Otóż osobistość ta należała także do wybranych Mirosława Dobrzańskiego. Zarekomendował go niezawodnie Marków. Jeżeli M. Dobrz. chciał go użyć do śledzenia nihilistów, nie potrzebował używać pozoru z hucułkiem, M. Dobrz. przyjechawszy do Kołomyi, zostawił mu bilet niejasny i 5 zł. na drogę z wezwaniem, aby się stawił w Stanisławowie. Trembicki nie

363

znając człowieka, jedzie do Stanisławowa na ślepo i tam ma poznac tego pana, co chce kupić hucułka, po kamaszach. Ztamtad udał się z Dobrzańskim do Lwowa. Gdyby tylko szło było o śledzenie nihilistów, nie potrzebował jeździć do Lwowa, mógłby sprawę załatwić w Stanisławowie.

Trembicki wyznał, że go Mirosław Dobrzanski prosił o zajęcie się śledzeniem nihilistów i za to mu ofiarował miesięcznie 25 złr., co go samego, jak powiada, dziwiło, za co mu ofiarował zapłatę, skoro tam w okolicy nie było nihilistów. Ale mimo to, powiada Trembicki, przyrzekłem pisać; a pisał nie wprost do Mirosława Dobrzańskiego, tylko przez Francisciego. Nie pytał się, zkąd Mirosław Dobrzański brał pieniądze, czy te korespondencye miały mu służyć jako studyum, czy też przeznaczone były do dziennika. Powiada Trembicki: przecież to mnie samego uderzało, że płaci za nic, ale mimo to brał pieniądze. Żonie swojej o celu wyjazdu do Stanisławowa nie wspomina, dopiero później, i nie wspomina nikomu innemu, prócz Kulczyckiemn, Nie czynił on też żadnych starań celem wyśledzenia nihilistów i socyalistów, napisał, co gdzie wyczytał, nawet tłumaczy się, że nіe wiedział, czy to prawda, co napisał. Z korespondencyi u Hrabar przytrzymanej okazuje się, że mu zapewniał Dobrzański większą zapłatę, jeżeli częściej będzie pisywał. Świadectwu złożonemu przez Kulczyckiego nie wierzę. Żona nie wspomniała początkowo w śledztwie ani słowem, że rzecz dotyczyła socyalistów i nihilistów, lecz później powiedziała, że zapytywała męża, czy w tej działalności nie ma coś przeciw rządowi; ale że chodzi o nihilistów, o tem ani słowa nie wspomniała, dopiero, gdy jej sędzia śledczy przedstawił zeznanie męża, powiedziała, ze chodziło o nihilistów i socyalistów. Nie wspomniał też Trembicki o swojej misyi przed Biłousem, Holandrem i Andrusiewiczem, całe jego tedy tłumaczenie nie jest wiarogodnem. Że był on przekonany o doniosłości misyi Mirosława Dobrzańskiego, wynika z jego zachowania się. Człowiek, który się czuje niewinnym, nie będzie chował notatek, gdy przyjdzie rewizya; schował adresy Olgi Hrabar i adres Francisciego i tłumaczył się: „Na co mają, kogoś czepiać, starałem się, aby nie dostali w swoje ręce, człowiek ratuje się, jak może; może mnie nie przy aresztują." Przy rewizyi też nie znaleziono u niego żadnej korespondencyi, co uważam, jak przy ks. Ogonowskim jako poszlak. Usunięcie korespondencyi jest łatwe do wytłumaczenia.

Rewizya przyszła później, dzienniki rozniosły o aresztowaniach, dlatego też i Trembicki usunął korespondencye. Że wiedział on, iż chodzi o sprawę ważną, dowodzi, że natychmiast doniósł Markowowi: "była rewizya, szukała za papierami z Rossyi, lecz nic nie znaleziono". Zważcie panowie jeszcze tę okoliczność, że Trembicki był 29. listopada r. z. we Lwowie, miał tu proces prasowy. Pytany powiedział, że się nie widział z Markowem, nawet nie był ciekawym poznać p. Olgę Hrabar, za której pośrednictwem odbierał pieniądze. Byłby się nie zapierał, gdyby uważał tę sprawę za tak niewinną. Nie potrzebował też Trembieki wzywać Mirosława Dobrzańskiego, aby mu przesłał list zfingowany tej treści: „obiecałeś pisać, a zaprzestałeś — lecz jak się czegoś dowiesz, to napisz". Ten list posłał drogą tajną, co wskazuje, że chciał mieć pozorny list.

Że stosunek Trembickiego do Mirosława Dobrzańskiego był zaufany, dowodzi także, że uważał się za upoważnionego do wstawienia się za innym więźniem, czego człowiek, który jedną tylko chwilę kogoś widział, nie odważyłby się zrobić.

Rozchodziło się o to, aby Trembicki jako redaktor, człowiek na stanowisku, członek rozmaitych Towarzystw w Kołomyi, zdolny agitator, podjął propagandę. Przy tym oskarżonym widzę się spowodowanym przypomnieć, że nie przekonanie, ale widoki osobiste, nędznych 25 zł. miesięcznie były pobudką działania.

W szeregu agentów M. Dobrzańskiego niepoślednią gra rolę Apollon Nyczaj. Osobistość ostrożna, której głos, wymowa, płaszczyk pokory i potulności zdolne omylić nawet oko sprawiedliwości. Dlatego polecam go szczególniejszej opiece pp. sędziów i proszę o zbadanie, czy to co naprowadzę, nie kryje w sobie czegoś więcej jeszcze. Nazywano go nieukrainofilem, był suplentem gimnazyalnym i naczelnikiem bursy. Znalazł się on w posiadaniu dwóch recepisów na listy do Kijowa. To o herbatę chodziło, odpowiada p. Nyczaj z słodkim uśmiechem, ale rzecz szczególna, że właśnie z Kijowa i tylko dwa razy w życiu. Mnie się zdaje, że listy te odnosiły się do komitetu kijowskiego, od którego p. Płoszczański pobierał subwencyę. Do p. Nyczaja wprost trafia M. Dobrzański i — proponuje doniesienia o nihilistach, którą to propozycyę odrzuca Nyczaj z świętym wstrętem niepokalanego honoru — ale natomiast godzi się na swego fachu obrazki z życia ludu, pod adresem Olgi Hrabar, czy też Miłosława Francisciego, bo tego p. Nyczaj dziś nie pamięta, i w istocie panowie — wymagać trudno! Banknot wetknięty mu w dłoń, został także delikatnie odsunięty, jakto nam tę scenę oskarżony z zadziwiającą, artystyczną plastyką odtworzył, a p. M. Dobrzański nic nie mówiąc odjechał.

To tłumaczenie nic w sobie nie zawiera, a uwierzyć by mu można, gdyby p. Nyczaj zmienił je o tyle, że przyrzekł pisać w swem piśmie

364

tak, jak chciał M. Dobrzański i że wziął pieniądzet w co ja wierze, święcie.

Że ofertę przyjął, wynika ztąd, że otrzymał wkrótce, bo 9. listopada, w tejże sprawie list od M. Dobrzańskiego za pośrednictwem O. Hrabar, — gdzie jest mowa i o ewentualnej subwencyi dla „Hospodara i Promyszłennyka" i drugi list w sprawie debitu.

Zważywszy, ze Nyczaj sam przyznaje, iż tajna korespondencya z Rossyą wydała mu się dziwną i podejrzaną, że w śledztwie zataił znajomość z Dobrzańskim, że przed powiernikiem swym ks. Litwinowiczem nie mówił nie o propo zyeyi mu zrobionej, zważywszy, że w Stanisławowie niema nihilistów, zważywszy częste wzmianki w listach M. Dobrzańskiego do Hrabarowej o Nyczaju, wynika, że był on jednym z posterunków między Lwowem a Czerniowcami dla prowadzenia karygodnej agitacyi. Z tych powodów popieram wniesione przeciw niemu oskarżenie.

ЗатЪмъ заявляетъ предсЪдатель, що по поводу невыносимой жары, происходящей отъ чрезвычайного числа слушателей, посЪщающихъ засЪданія суда, засЪданія происходити будутъ по утрамъ и вечерамъ, — вслЪдствіе чего отстрочилъ розбирательство до 7 часовъ вечера и закрылъ засЪданіе въ 12 часовъ дня.


" Стенографическiй отчетъ изъ судовой росправы по дЪлу Ольги Грабарь и товарищей."

Украинские Страницы, http://www.ukrstor.com/
История национального движения Украины 1800-1920ые годы
Rambler's Top100