Стенографическiй отчетъ изъ судовой росправы
по дЪлу Ольги Грабарь и товарищей
Главная Движения Регионы Деятели Ссылки Отзывы Форум

"Стенографическiй отчетъ изъ судовой росправы по дЪлу Ольги Грабарь и товарищей."

Rambler's Top100

Тридцать четвертое засЪданіе
(13. (25)-го іюля — начало въ 7 ч. 30 мин. вечера.)

Продолженіе рЪчи прокурора.

364

Przystępuję do oskarżonego Włodzimierza Naumowicza. Kształcąc się w liceum moskiewskiem przez rok, a dalej pod wpływem ojca, tyle w obecnej sprawie grawowanego — stanął na rozdrożu: bo nie wiedząc jeszcze, jaki ma obrać zawód i zamierzając poświęcić się dyplomacyi, ledwie wstąpił na tę drogę, — stał się szpiegiem! Był w Skalacie w chwili, kiedy Mirosław Dobrzański tam zajrzał, u jakkolwiek twierdzi, że nie widział się z Dubrzanskim, twierdzi to tylko dlatego, ażeby usunąć cień podejrzenia, wypływającej z tej co najmniej dziwnej okoliczności, że bezpośrednio po bytności M. Dobrzańskiego w Skalacie, udaje się do Ozerteża, gdzie zebrani już są Marków, Budiłowicz i inni. Owoż w Czerteżu, jeśli to nie stało się już w Skalacie (co podaje zresztą sam ks. Naumowicz), obiecuje mu M. Dobrzański stypendyum, a, raczej płacę 300 do 400 rubli, która ostatecznie wyłoniła się w postaci 50 rubli miesięcznie, czyli do 800 złr. rocznie i to wyjednana w sposób „niezwracający niczyjej uwagi". Wraca on ztamtąd do Skałatu, referuje ojcu o tom, co zostało uknute, uwiadamia M. Dobrzańskiego o swoim wyjeździe do Wiednia z podaniem adresu u „Tapfera".

Oskarżony twierdzi, że i jego wezwał Mirosław Dobrzański do śledzenia nihilistów. Zadziwiać musi to polecenie wrzekomo dane człowiekowi młodemu, po raz pierwszy wchodzącemu w świat obcy sobie, nieznany, w pośród kroci ludzi i stosunków.. Spostrzegł się sam oskarżony, że tłumaczenie to niefortunne, więc zmienia w kierunku, jaku by na jego przedstawienie Mirosław Dobrzański polecił inu „pisać coś innego, a mianowicie donosić o ruskich stowarzyszeniach, o „Siczy," „Bukowinie," śledzić kolegów i za to wyznaczył 50 rubli miesięcznie. Korespondencya była obfitą. Z obu stron było po 12 co najmniej listów, a prowadzona także w sposób tajemniczy za pośrednictwem Olgi Hrabar. Ta osłona tajemniczości miała być wypływem danego słowa honoru, że nawet przed Markoweni i ojcem własnym nie zdradzi stosunku z Mirosławem Dobrzańskim — a jakkolwiek obawiał się, jak sam przyznał, tego stosunku „bo są tacy, którzy utrzymują stosunki z Rossyą", to przecież prowadził tajną korespondoacyę, dotyczącą rzekomo nihilistów. W papierach oskarżonego znaleziono tylko jeden koncept z doniesieniem o stowarzyszeniach i list Mirosława Dobrzańskiego z wezwaniem o śledzenie zabójcy Mezencewa, ale ta okoliczność nie może sprowadzić was panowie na drogę przekonania, jakoby tu chodziło wyłącznie o sprawę nihilistów. Przemawiają przeciw temu liczne uwagi inne w listach Dobrzańskiego, zapewnienie świetnej przyszłości, karyery dyplomatycznej w Rossyi. Zresztą treść tych korespondencyj o mhilistach przedstawia się jako wyrób, bazgranina młodzika, nie mającego może należytego pojęcia o socyalizmie i nihilizmie, wyrób, który nie mógł służyć do żadnego użytku ani jako artykuł dziennikarski, a tem mniej jako materyał do pobieżnego choćby studyum. Kwalifikowały się może do... rzucenia w piec. I za to otrzymywał 800 zł. rocznie! Dla tego już z tego powodu pozostawiam panom do rozstrzygnięcia kwestyę, azali ze względu na to, że ks. J. Naumowicz wiedział o wszystkiem, ta kwota 50 rubli, uwalniająca go od troski o syna, mającego byt zapewniony, nic możo być uważaną jako subwencya, pośrednio ks. Naumowiczowi udzielona — a zatem, jako jego osobisty zysk, korzyść, wyciągnięta ze stosunku z M. Dobrzańskim.

Stosunek ten miał wielką doniosłość. Wiedział o tera Włodzimierz Naumowicz, który musiał słyszeć, że zbrodnia stanu jest najcięższą, bo zaprzeczył, jakoby znał M. Dobrzańskiego; później twierdził, że korespondencya dotyczyła kwestyj socyalistycznych, wreszcie sam przyznał: „Negowałem dla tego, albowiem sądziłem, że papiery

365

u mnie znalezione mogą słusznie wzniecić podejrzenie o zbrodnię zdrady stanu." To wyrzeczenie jest dowodem samo przez się, jest przyznaniem, poczuciem do winy.

Oskarżony przyznał dalej: „Mirosław Dobrzański wydał mi się podejrzanym, chciał coś zrobić, skoro powciągał w swoje plany tyb ludzi, nikt nie wie, jakie miał zamiary, ze mnie chciał zrobić narzędzie," — a ja dośpiewam resztę tego ostrożnego przyznania: — i zrobił faktycznie!

Jeżeli się zważy, że o rewizyi u ojca donosi natychmiast manowcami de Petersburga, jeśli się zważy na umówione „sygnały" niejako w listach, wynika, że Wlodziraiera Naumowicz wiedział o celu misyi Mirosława Dobrzańskiego i był ustanowionym na Wiedeń ajentem do działania między młodzieżą słowiańską w duchu panslawistycznego komitetu. Wł. Naumowicz widział się spowodowanym odwiedzać Adolfa Dobrzańskiego we Lwowie i był w posiadaniu korespondencyj Terleckiego, Lewickiej i t. p. przechowywanych u siebie w torebce wziętej od ojca. Czy listy te były rnoże legitymacyą dla niego wobec innych, niejako znakiem, po którym się swoich poznaje — to pozostaje tajemnicą. Okoliczność, że Mazur ów, śmiało rzec mogę, ajent prowokacyjny, otrzymywał z Wiednia listy, prawdopodobnie za pośrednictwem Włodz. Naumowicza , obciąża tego oskarżonego.

Rzeczywiście rzadkością jest, aby w sprawie o zdradę stanu na ławie oskarżonych zasiadła kobieta. Olga Hrabar skazana na łaskę ojca, bawiła w Czerteżu w odpowiedniem dla siebie schronieniu, aż nagle przesiedla się do Lwowa. Szukajmy za motywami. Wzrosła pod okiem ojca, w domu, jak nazwał Mazur, gdzie wiał duch rossyjski. Mająca dzieci i męża w Rossyi, brata w Petersburgu, zawiadomiona niezawodnie przez brata o celu jego podróży do Austryi i o celu schadzki Markowa, Naumowicza, Budiłowicza i Mirosława Dobrzańskiego w Czerteżu, uprzedzona już w sierpniu r. z. że pośredniczyć będzie w tajnej korespondencyi, bo już w tym czasie odebrała 5 listów od Mazura do niej adresowanych, które otworzyć musiała, a tem samem wiedzieć o treści; po wyjeździe ojca przyjeżdża do Lwowa. Stosunek jej do ojca był chłodny, ojciec obchodził się bez opieki rodziny; ale sprowadzenie, Olgi Hrabar okazało sie koniecznem, aby odwrócić podejrzenie. Korespondencya bowiem, jaką Olga Hrabar zaraz zawiązała, była w istocie przerażającą co do rozmiarów. O ile można było skonstatować, nie licząc listów wysłanych manowcami przez Weinbergera i Elene Budiłowiczową, posłała do osób w sprawę wchodzących 107 listów rekomendowanych, z tych 38 do bratu w Petersburgu, a ztamtąd odebrała 37 listów, prócz tego jeden z Wiednia i jeden z Kołomyi, a to w przeciągu półtrzecia miesiąca.

O treści tej korespondencyi, w której pośredniczyła, przekopertowując listy M. Dobrzańskiego dla rozmaitych osób przeznaczone, wiedzieć musiała, a że treść ta była ważną, wynika z listów Rakowskiego („niepokoi mię zmiana mieszkania Mirosława "), a najjaśniej z zachowania się jej podczas rewizyi policyjnej, kiedy usiłowała spalić listy brata.

Że za czynności swoje pobierała wynagrodzenie, wynika z listu Dobrzańskiego: "Słusznie będzie, jeśli, gdy otrzymam pieniądze, część tobie osobno poszlę."

Najbardziej jednak podnieść muszę czynny udział oskarżonej objawiony w tem, że będąc wtajemniczoną w cały plan, przesyłała honorarya, między innemi Trembickiemu, sporządziła koncept listu, stanowiący najsilniejszy dowód w ręku oskarżenia, w którym instruuje ks. Naumowicza w sprawie przedsięwzięcia „stanowczego kroku," i drugi koncept, z którego się okazuje, że jeszcze przed wniesieniem podania Hniliczan, donosiła o przejściu na prawosławie, jako fakcie dokonanym (bo trudno przypuścić, aby data konceptu 25. grudnia r. z. była według kalendarza wschodniego, skoro list był pisany po niemiecku) — wreszcie przechowała listy w sprawie zaleszczyckiej.

Zestawienie tych okoliczności zda się luźnem, pozostawiam powiązanie ich pp. sędziom, gdyż zbyt obszernie musiałbym mówić i powtarzać je, gdybym chciał wszystkie okoliczności zestawić. Upraszam tedy, abyście na pytania co do Olgi Hrabar odpowiedzieli tak.

Przystępując do Płoszozańskiego, (który nie jawił się w sali), wolałbym, aby był obecny, gdyż mógłby później odpowiedzieć na moje wywody. B. Płoszczański, współpracownik „Słowa" od r. 1868, objął redakcyę tego pisma w r. 1871 i prowadził ją dalej w duchu programu z roku 1866. W roku 1874 czy 1875 był w Kijowie i tam otrzymał z komitetu panslawistycznego 300, względnie 250 rubli. Gdyby to było wynagrodzenie, jak twierdzi, za książki, nie ogłaszałby tego komitet w dziale „rozdanych subvencyj", aniby Płoszczański nie pisał: „Dajcie pokój z przesełaniem, bo ogłaszanie subwencyj więcej mi szkodzi, aniżeli pożytku przynosi." Ze rzeczywiście Płoszczański, jako redaktor „Słowa" był subwencyonowany, o tem krążyły już wersye oddawna.

Przypominam zeznania p. Jankiewicza, koncypienta policyi, który zeznał, że Płoszczański wyjeżdżał co roku do Rossyi, przypominam wykaz filii banku przemysłowego, że pobrał w 1880 r.: 345 złr., a w 1881 roku 235 złr. z prywatnego domu bankowego J. Riegelmanna. Kwoty te tłumaczył Płoszczański w najrozmaitszy sposób, wreszcie twierdził, że to

366

jest coroczna ztamtąd prenumerata — prenumerata, która w tym roku, po uwięzieniu Płoszczańskiego, wynosiła... 11 rubli! W orzeczeniu policyi jest wzmianka, że w r. 1877 wyjechał do Rossyi, aby „ciepłą ręką" wziąść subwencyę. Redakcyę bez funduszów objął, w krótkim czasie spłacił długi, zaczął budować dom, co nie przyszło z prenumeraty, gdyż wielu było bezpłatnych abonentów, a płatnych bardzo mało.

To też „Słowo" przybrało charakter anti-austryacki, w duchu komitetu panslawistycznego, tak pod względem treści jak języka. Płoszczański pisał jednak baidzo ostrożnie, misternie, tak że trudno było konfiskować. Mimo to jednak w r. 1877 było „Słowo" skonfiskowane za artykuł, którego treść była zbrodnią zdrady stanu, a następnie ośm razy za §. 65 (zaburzenie spokoju publicznego). Niższych paragrafów jak 300 i 302, za które konfiskowano np. "Prołom", pan Płoszczański nie znał nawet (веcелость). Przypominam, żo w „Słowie" znalazła się wzmianka, wychwalająca pierwszą mowę Skobelewa, który, jak się wyraził o Austryi — wiadomo. Najdobitniejszem wszakże przeciw „Słowu" świadectwem jest artykuł „Syonu", dziennika ruskiego, napisany z przekonania, a wykazujący, czem jest „Słowo", i jak szkodzi sprawie ruskiej, grawitując ku Rossyi. Sam Płoszczański zaprodukował tu broszurę Makuszewa, w której autor powiada, że „Słowo" tyle prześladowane w Galicyi, ma język na wskróź rossyjski — i przytacza słowa Płoszczańskiego z r. 1877: „Jeżeli rząd austryacki będzie sprawiedliwy, to zostaniemy dobrymi patryotami," które to oświadczenie w zestawieniu związków oskarżonego z Terleckim, Cybykiem, Budiłowiczem, Markowem, z Adolfem i Mirosławem Dobrzańskimi, wreszcie wykazuje jasno tendencyę „Słowa".

Skreśliwszy tak postać Płoszczańskiego, przystępuję do działalności jego w czasie objętym aktem oskarżenia. On to Załuskieinu daje koncept podania w sprawie przejścia Zbarażan na szyzmę, objaśnia mu, że wolno agitować za prawosławiem, dodając, że tutaj (w Austryi) panuje ucisk, a w Rossyi jest lepiej, on przyrzeka 50 złr. na cerkiew prawosławną w Hniliczkach, i pisze list: „przystępujcie raźno do dzieła." Widać, że i na tem polu zasiewał ziarna, które nic zeszły jednak, dzięki zabiegom ks Kosteckiego.

Płoszczański zaprzeczył także zrazu styczności z M. Dobrzańskim, później przyznał, jakoby tylko chwilkę z nim mówił — z treści listów M. Dobrzańskiego wynika, że korespondencya ich ze sobą była do pewnego stopnia nawet poufną. Płoszczański dopiero przy rozprawie dopuścił : „Ja widać nie odpowiedziałem jego oczekiwaniom, więc on z innymi zawiązał stosunki; on był dla mnie zagadkowym, teraz widzę, że Dobrzański chciał zrobić coś ze mnie, a może i użyć mnie jako narzędzie — on miał widocznie misyę polityczną." Mimo to jednak utrzymywał Płoszczański stosunki z Adolfem Dobrzańskim, z Olgą Hrabar, a będąc w Petersburgu pożyczył, gdy mu zabrakło monety — austryackiej, przyjął pożyczkę dziesięciu rubli od niego, które mówi, że potem zwrócił Oldze Hrabar, o czem ta znowuż nic nie wie; aż wreszcie powiada: „Es st möglich — kann sein."

Płoszczański odbywa następnie, po bytności M. D. we Lwowie, podróż do Warszawy i Petersburga, ale nie w celu uspokojenia klerykalnych sfer petersburgskich z powodu artykułu "Słowa", za który wziął 100 rubli, ani w celach zabawy lub studyów, ale w tym samym celu, w jakim zamierzał odbyć oznaczoną podróż do Rossyi i ks. Jan Naumowicz.

Korespondencya z Rossyą i, podczas bytności M. D. na Węgrzech, przez pocztę Mezu-Laborez wskazują, że Płoszczański utrzymywał z M. Dobrzańskim ciągły związek listowny. Z Adolfem Dobrzańskim zaś schodził się codziennie, dawał mu czytać artykuły, nim poszły do druku, w ogóle był przez niego inspirowany.

Tu prokurator cytuje artykuł „Słowa" z nr. 134 z r. 1881 o jedności plemiennej, zakończony pełnem znaczenia: „Sapienti sat." Był to program „Słowa" najnowszy, o którym wspomina w jednym ze swych listów Mirosław Dobrzański.

Wykazawszy ingerencyę Płoszczańskiego w sprawie hnilickiej — kończę konkluzyą, że tak na polu polityczuem jak religijnem działał w duchu komitetu panslawistycznego i wnoszę o potwierdzający werdykt pp. przysięgłych.

ПослЪ короткого отдыха продолжаетъ:

Józef Marków już w roku 1868, jako student, z powodu agitacyj politycznych między młodzieżą szkolną, i jako taki agitator sygnalizowany przez Radę szkolną, jako młudy współpracownik „Słowa" przejął się jego duchem i poszedł dalej w kierunku radykalnym, sam nazywa się Moskalem i szczerze prawosławnym i przyznaje, że jest zwolennikiem literackiego federacyjnego panslawizmu. Bez wszelkich funduszów (Mapковъ: Potrzeba tylko 50 złr.)! w czasie kiedy powstają inne pisma ruskie, nic uzyskawszy kaucyi od Adolfa Dobrzańskiego, zakłada „Prołom" i „Wicze", tygodniki, których tendencyę można osądzić miarą konfiskat, a to 13 razy w roku, i to za §. 99 (gwałt publiczny z powodu wyrazów : „przyjdzie czas, gdzie cheptę zbierzemy"). Ks. Naumowicz zajął się szczerze „Prołomem" i wspierał go moralnie, pisując głównie artykuły wstępne, w „Wiczu" p. t. „Panowie hromada!" przeznaczone z wycieczkami, niezbyt drastycznej formy, ale o wielce niebezpiecznej treści, bo podburzającej przeciwko politycznym urządzeniom i kościołowi grecko-katolickieinu,

367

a tchnącej panslawizmem politycznym i religijnym. Marków przyznał sam, że „polityka rzekomego ucisku robi z jednych socyalistów, drugich zwraca ku Rossyi", sam przyznał, że był ruch za prawosławiem, i że przejście liczniejsze gmin religii gr. kat. na orjentalną może utorować agentom drogę do zaboru, i że „to jest niebezpiecznem dla Austryi." Uwzględniając publicystyczne emanacye Markowa w związku z korespondencyą, wśród której przychodzą wykrzykniki „o rozszarpaniu Austryi", będziemy mieli cechę jego pisma i charakterystykę samego redaktora.

Co do występowania w kierunku religijnym, świadczą wydane przeciw „Prołomowi" kurendy, przeciw pismu, które przeznaczone było dla ludu i było nawet darmo wydawane — niestety, aby szerzyć rozkładowe tendencyę politycznego panslawizmu rossyjskiego. Stosunek Markowa z Dobrzańskim, który i jego także inspirował, tudzież częste odwiedziny Markowa w Czerteżu także świadczą przeciw niemu. A jeżeli Marków zaprzeczył początkowo, jakoby widział się z Mirosławem Dobrzańskim we Lwowie w lipcu 1881, to później przyznał te okoliczność, dodając, że M. Dobrzański wydał się jemu samemu podejrzanym, gdy mówił o śledzeniu nihilistów i chcąc z góry zapłacić, którą to pozycyę Marków podobnie jak Nyczaj odsunął. Mimo to wszystko, Marków wiedząc o wydanym liście gończym, wchodzi w dalszą rozmowę z Dobrzańskim w sprawie jakiegoś huculskiego konia, pisze tajemniczą kartkę wzywającą Trembickiego do Lwowa, a następnie po odjeździe M. Dobrzańskiego, zdąża także do Czerteża rzekomo dla poratowania zdrowia, w ciągu tygodniowego pobytu.

Tę podróż poprzedziły dwa listy jego do Mezo-Laborez, których daty dziwnie zbiegają się z wysłanymi równocześnie prawie dwoma listami ze Skałatu także do Mezo-Laborez. Wątpię, ażeby to były zapowiedzie przyjazdu na pobyt kilkudniowy. Po powrocie do Lwowa, widzi się Marków znowu z M. Dobrzańskim u Gierowskiego, jak to zeznał Mazur w śledztwie i częściowo przy rozprawie. Zważywszy, że Marków dał M. Dobrzańskiemu bilet do Trembickiego, co zrazu zaprzeczał wytrwale, nasuwa się, wobec nieprawidłowego tłumaczenia rozmowy z Dobrzańskim, że on to właśnie, wiedząc o tajnej objażdce Dobrzańskiego, wskazał mu osoby zdolne na agentów między Lwowem a Czerniowcami.

Marków korespondował bezpośrednio z Dobrzańskim, jak to wynika z treści listów Mirosława do Olgi Hrabar, i ze wzmianki w liście Markowa do Naumowicza w sprawie paszportowej.

Ten oskarżony sam przyznał, że Adolf Dobrzański przybył do Lwowa, ażeby stanąć na czele partyi ruskiej. Nie określając bliżej, co znaczy mniemana partya ruska, sądzę, że przybył tu stanąć nie na czele większości lojalnej narodu ruskiego, ale na czele bardzo małej garstki Rusinów, którzy podobne, jak Adolf Dobrzański wyznają zasady.

Ścisły stosunek Markowa z ks. Naumowiczem, ujawnia się tak w schadzkach u Adolfa Dobrzańskiego, jak w korespondencyi, z której widać, że Marków wiedział o zamierzonej do Warszawy podróży, o jej celu i politycznym charakterze. Ks. Naumowicz poleca Markowowi rozdać w seminaryum duchownem wierszyk: „O hipokrytach," w którym powiada — jeżeli się nie mylę — że kozacy schlebiali dopóty, póki musieli, a później głowę podnieśli; wzywa o doniesienie w „Prołomie" o Przemyślu (bo to podnosi ducha), a nіe dotyczyło to wcale seminaryum żeńskiego w Przemyślu, ale schwytanych tamże szpiegów rossyjskich, gdyż taka wzmianka znalazła się w istocie w „Prołomie"; do Markowa wreszcie pisze ks. Naumowicz: „Posłannikami przewrócimy wszystko do góry nogami, nam się nie cofać na radość Polski, ale iść naprzód dla wesela panslawizmu." Wszystko to charakteryzuje stosunek tych dwóch osobistości. Marków nawzajem donosi ks. N. o adresie Sokołowa, z którym się znosił we Lwowie, donosi także o odbytej rewizyi i równocześnie przestrzega innych oskarżonych, wreszcie pośredniczy w sprowadzeniu listu ks. Andrejczuka z Bukowiny, przez ks. Naumowicza do rąk Adolfa Dobrzańskiego i sam wzywa o doniesienie o fortyfikacyach. Jakkolwiek usiłowano tę kwestyę zniżyć do poziomu rzeczy śmiesznej i obojętnej, ja przywiązuję do niej wagę, bo już samo niewiarygodne w najwyższym stopniu tłumaczenie, proweniencye obu listów i sposobu dostania się ich do rąk Olgi Hrabar, wykazuje, że fakt ten miał wielką doniosłość, a zarazem, że w zakresie Markowa leżało szpiegowanie przedmiotów, mających związek z obroną monarchii.

Kończąc, co do Markowa, wystarczy mi wskazać na nowy program „Prołornu" w nr. 54 i 55 w artykule pod tyt.: „Wozmożnyj li prołom," zakończonym dosłownie: „Ruś jest niepodzielna, język ruski jest jeden — wszystkie narody dążą do zjednoczenia. Sapienti sat." Mnie się zdaje, że bez dalszych objaśnień wystarczy mi powiedzieć pp. przysięgłym także: „Sapienti sat."

Ha семъ закрыто засЪданіе въ 10 1/2 часовъ ночи.


" Стенографическiй отчетъ изъ судовой росправы по дЪлу Ольги Грабарь и товарищей."

Украинские Страницы, http://www.ukrstor.com/
История национального движения Украины 1800-1920ые годы
Rambler's Top100