|
Стенографическiй отчетъ изъ судовой росправы по дЪлу Ольги Грабарь и товарищей |
|||||||||
| Главная | Движения | Регионы | Деятели | Ссылки | Отзывы | Форум | |||
| |||||||||
| 368 |
|
Przystępuję do omówienia osoby p. Adolfa Dobrzańskiego, jednego z filarów w obecnej sprawie. Pan Adolf Dobrzański jest niezaprzeczenie człowiekiem wykształconym, czynnym, energicznym, niepospolitej iuteligencyi, a przytem pełen wymowy. Jako urzędnik polityczny odznaczał się pracą, i rutyną; był nawet czas, gdzie był lojalnym, jak świadczą liczne pochwały i odszczególnienia, jakie go spotkały. Posiadał on zaufanie przełożonych swoich, gdyż wtedy działał w dobrze zrozumianym interesie kraju swego, Węgier i całej monarchii. Gdy atoli czas się zmienił we Węgrzech, szukał p. Adolf Dobrzański innego dla siebie pola działania, stał się wrogiem istniejącego tam porządku, stał się głównym przewódzcą tamtejszej partyi słowiańskiej, jak świadczy biografia jego, wydana przez ks. Terleckiego, że p. Adolf Dobrzański rozwijał tam wielką czynność w tym duchu. Gdyby ta działalność jego opartą była na dążeniach, których zrealizowanie było możliwe w ramach ustawy i w ramach interesów ogólnych państwowych, z pewnością nie spotkałby go żaden zarzut ani z mojej strony, ani od władz węgierskich. Widzimy z jego mowy, przygotowanej w roku 1861 do wygłoszenia w sejmie węgierskim, z której tu odczytano na jego żądanie kilka ustępów, że występował przeciw istniejącemu porządkowi rzeczy, przeciw ustrojowi dualistycznemu, przeciw stanowisku konstytucyjnemu Węgier do ogółu monarchii. Wtedy już broniąc praw narodowości ruskiej we Węgrzech, wskazywał na widmo panslawistów, mówiąc : „Die nichtmagyarischen Völker können an den benachbarten Stammesgenossen leicht eine Stütze finden — die Geduld hat Grenzen." Tutaj już choć nieśmiało przebija się idea panslawizmu. Wypływa to także mniej więcej z broszury ks. Terleckiego. Odkąd nastał dualistyczny ustrój państwowy we Węgrzech, p. Adolf Dobrzański występował wrogo przeciw temu ustrojowi, a nie mogąc się pogodzić z tym stanem rzeczy, został usunięty, otrzymał pensyę 2.000 zł. i osiadł w Czerteżu. Najdobitniej wykazuje tę jego działalność we Węgrzech, odezwa ministerstwa węgierskiego; najważniejszy zarzut, jaki mu tani uczyniono, jest, że był płatnym ajentem partyi panslawistycznej, a który to zarzut i ja podnoszę. W odezwie tej powiedziano dalej, w jaki sposób dorobił się majątku i sam nie wahał się tem chełpić. Przyznaje p. Adolf Dobrzański, że posiada Czerteż wartości 250 000 zł. Zkąd więc, czy drogą pracy własnej przyjść mógł p. Adolf Dobrzański do takiego majątku? Nie znam urzędnika, któryby z pensyi i dyet uciułał taki majątek. Wszakże p. Adolf Dobrzański miał dzieci, córki powydawał, synów wykształcił, a to uszczuplało jego zasoby. Te względy usprawiedliwiają przekonanie, ze otrzymywał płacę, która była nietylko wynagrodzeniem za jego czynności, ale były to może fundusze u niego złożone a przeznaczone na cele dalszej agitacyi. Że p. A. Dobrzański był rzeczywiście przejęty duchem rossyjskiego panslawizmu, wynika jasno z zeznań Mazura, który powiedział, że w Czerteżu żałowano serdecznie, że „car nie pozostał w kraju w roku 1848." Przyznaje to zresztą sam A. Dobrzański, składając wyznanie wiary jako panslawista pod względem politycznym, a jako zwolennik prawosławia pod względem religijnym. Utrzymuje stosunki z Samarynem, Rajewskim i Terleckhn. Cała czynność agitacyjna na lud była skierowaną i na część kleru, dla której sprowadzając przybory i katechizmy z Rossyi, stał się prawdziwym bożyszczem. List Dobrzańskiego do Mazura z dnia 2. stycznia 1879 roku charakteryzuje dziwny stosunek, jaki zachodził między nim a Mazurem. On, radca dworu, człowiek wysokiego wykształcenia, wchodzi w przyjaźń serdeczną z człowiekiem bardzo mało wykształconym. Pismu temu starał się Dobrzański odjąć właściwe znaczenie, chciał przedstawić je jako emanacyę religijno-moralną. Ale usiłowania te spełzły na niczem. Wszakże wypływa z notatek Mazura, że pojął on treść tego listu całkiem odmiennie; wyczytał z tego listu przepowiednię zmartwychwstania Rusi na Wielkanoc roku 1879. Wszakże p. Janowska, nie znająca się na polityce, zrozumiała, że ten list może skompromitować Mazura. List ten nie jest emanacyą religijno-moralną, lecz programem naczelnika wydanym agentowi prowokacyjnemu, programem w obec przyjaciela, jest zachęcaniem do dalszej czynności w tendencyi wyzwolenia Rusi z pod jarzma austryackiego. Ustęp lojalny pozornie, nie odejmuje listowi cechy, którą ja mu nadaję, boć idea trzech wielkich mocarstw dopuszcza urzeczywistnienie tylko w razie zmiany ustroju karty europejskiej. Dobrzańaki, oddany zupełnie sprawie rossyjskiego panslawizmu politycznego, wysyła syna swego do Rossyi, sam zaś we wrześniu r. z. zjeżdża do Lwowa. Przedtem jednak bawił już syn jego w Galicyi, przygotował teren, zwerbował dla sprawy agentów działających na prowincyi. Adolf Dobrzański przybył do Lwowa, aby stanąć na czele agitacyi. Czynił wszystko — jak zeznał Marków — aby objąć przewództwo partyi ruskiej. I istotnie, zajął zaraz w pierwszej chwili bardzo wybitne stanowisko. Wybrano go prezesem kasyna; sam zajmuje się gorliwie sprawą fuzyi dzienników; odwiedza wybitniesze osobistości, |
| 369 |
przyjmuje liczny wizyty; około niego grupują się wszyscy, zasiadający dziś na ławie oskarżonych; on przyjmuje wysłanników petersburskiego komitetu, jak n. p. Sokołowa, dom jego staje się punktem zbornym; zaczyna wpływać na młodzież, czego dowodem akademik Łahoła. Jednem słowem: działał z wszelką świadomością i o wszystkich celach agitacyi był dokładnie poinformowany. Akcya rozwinięta przez jego syna Mirosława, była przezeń popieraną, a bodaj czy nie był nawet kasyerem całego sprzysiężenia. Interesował się również sprawą zaleszczycką i hnilicką. Dowodem tego artykuł jego p. n. „Aus nahraszustand in Galizien." W artykule tym groził, za lud ruski, wiedziony instynktem i pod niecony zaburzeniami na południu, może chwycić się wszelkich środków; przewidywał dalej w tym artykule zagraniczną interwencyę, a nareszcie nadawał sam wielkie znaczenie prawosławiu, tudzież faktowi przejścia gminy Hniliczek na szyzmę. Wszystkie te czynności dowodzą, że Adolf Dobrzański grawitował do prawosławia i rossyjskiego panslawizmu. Jakoż spodziewam się, że pp. przysięgli potwierdzą co do jego osoby pierwsze pytanie główne. Jak on na Węgrzech, tak tutaj ks. Jan Naumowicz stanął na czele garstki Rusinów, którzy sympatye do Rossyi posunęli do wyznawania zasad rossyjskiego panslawizmu. Dawnemi laty był ks. Naumowicz Polakiem z przekonania, od wypadku na Kreszczatyku w r. 1848 stał się Rusinem, a w dalszym toku wypadków russofilem. O wyższej inteligencyi, osobistości budzącej sympatye, na stanowisku kapłana i posła mógł był działać wiele, gdyby zamiast miłości nie siał był nienawiści. Sam przyznaje, że jest panslawistą, ale panslawistą austryackim. Tymczasem świadczą fakta, że jest panslawistą rossyjskim. Pomijam, że ma dzieci w Rossyi i styczność z Terleckim, Lewicką i t. d., a wskazuję na jego własne artykuły w „Zborniku Słowiańskim", które bynajmniej nie potwierdzają jego zapewnień o duchu lojalnym, ale raczej były przeznaczone dla sfer petersburskich, aby wykazać, jakie stanowisko ks. Naumowicz w Galicyi zajmuje, jakie ma opinie. Przytaczam zeznania świadków: Bassarabowicza, żandarma Kowalskiego, Wesołowskiego, którzy podali, że od 8 lat, od kiedy ks. Naumowicz bawi w Skalacie, zapanowała niezgoda między Rusinami a Polakami, podali równie ci świadkowie, jak i władze miejscowe, że ks. Naumowicz na każdym kroku manifestował się jako zwolennik Rossyi. Świadczą o tem zresztą jego pisma i broszury „Katechizm" i „Posłannyk Władymira Wełykoho," gdzie tendencye ka. Naumowicza są uwydatnione. Z zeznań tych świadków wynika, że wołał: „ Patrzcie na Serbów, mających wiarę prawosławną. Oni za tę wiarę powstali, a Rossya ich broni — trzymajcie się tej wiary!" A jeśli ks. Naumowicz sam powiada: „Ruś, tutaj biedna, jest jedyną z tą za Zbruczem — ale nam nie chcą pozwolić za Zbrucz", to sam wskazuje, gdzie jest Rubikon, do którego przekroczenia nawoływało „Słowo". Rozprawa jego „Oszczercom cerkwi wschodniej" jest wprost herezyą — a własne jego zeznania stwierdzają, że inaugurował i popierał w roku 1879 sprawę zbarazką, upewniając Załuskiego, że agitacya za prawosławiem jest dozwoloną. On także pisze list 14. maja 1881. roku do Mazura, (dziwna! że ta osobistość, która wypłynęła przypadkowo na jaw, ma stosunki tak blizkie z obydwoma filarami tej sprawy). Łączność ta każdego zadziwić musi. Podczas, gdy jeden przewódzca, Adolf Dobrzański, pisząc do Mazura, stawia rozmaite horoskopy, drugi przewódzca, ks. Naumowicz, w liście do tego samego Mazura mówi „o wielkiej idei — o robieniu propagandy, o podróży do Moskwy. Oskarżony wiedział także niezawodnie, jakie stosunki łączą jego syna Włodzimierza z Mirosławem Dobrzańskim, i bodaj czy nie korzystał z owych 50 rubli, które Mirosław przesyłał Włodzimierzowi za rzekome śledzenie nihilistow. Dalej zamierzona podróż ks. Naumowicza do Warszawy. Dziwna rzecz, że właśnie w tym czasie wybierał się do Warszawy Ploszczański ze Lwowa i Mirosław Dobrzański z Petersburga, a wszyscy oskarżeni między sobą piszą o tej podróży jako o rzeczy ważnej. Działalność ks. Naumowicza na polu dzienni k arakiem była za wsze w kierunku panslawistycznym. Jak zgubnie oddziałała ta agitacya na lud, dowodem tego znane pogłoski, szerzone w tamtych okolicach o zaborze Galicyi przez Rossye, i t. p. Przechodzę do agitacyj na polu religijnem: Dziwna rzecz, że ks. Naumowicz, proboszcz, mimo święcenia i przysięgi nakłaniał do przejścia z wiary grecko-katolickiej ne oryentalną; miał być pasterzem, a stał się... wilkiem; dziwna rzecz, że używał beneficyum i kongruy, że nie zrzucił sutanny kleru grecko-katolickiego i nie działał otwarcie, ale podstępnie... narażając ludność na skutki zmiany wiary bez przekonania, a tem samem ją demoralizował. Mimo to twierdzi ks. Naumowicz, że jest szczerym unitą. Zapomniał chyba, co tutaj sam mówił o prawosławiu, a jeśli używa naiwnego co najmniej zwrotu, że przez prawosławie chciał doprowadzić do unii, to zapytam go, jakie były skutki oczyszczenia obrzędów w Chełmskiem? Oczyszczanie to podjęte przez ks. Popielą doprowawadziło do prawosławia. Czy ks. Naumowicz chciał się stać tutaj drugim Popiołem? |
| 370 |
Ks. Naumowicz widział, że inni ludzie, że syn jego własny, dłuższy czas siedzą, w więzieniu; mimo to ks. Naumowicz przeczy stanowczo wszystkiemu — nie wie nic o sprawie hnilickiej; dopiero w dalszym toku śledztwa, lecz nie ze skruchy, nie z przekonania, że przewinił, tylko pod naciskiem gromadzących się dowodów przeciw niemu, widząc, że nie może się wymknąć, przyznaje się, że jego ręka w tej sprawie działała, a co jeszcze powiedział, oto: „Nie żałuję tego kroku, uczyniłem to z przekonania. Milczałem dotąd ze względu na moją rodzinę." Nie wiem, czy takie postępowanie jest godziwe. Podejmować walkę, podburzyć lud, narażać pojedynczych na aresztowanie, dopuszczać, ażeby własny syn przyjmował winę za niego — to wszystko zadziwia; — po prostu umknął z pola walki, a schwytany dopiero powiada: „trzeba nam męczeństwa za wiarę religii ojców naszych." Że to była sprawa na wskróź polityczna, przemawiają własne słowa ks. Naumowicza. Uwiadomiony o tem, że Hniliczanie powracają napowrót do wiary grecko-katolickiej, powiada do nich: „Wróćcie nazad, prawosławie samo od siebie przyjdzie. Tu już (w Przemyślu) inżynierowie zdejmują plany. Rossya zajmie całą Galicye, po San." Powiedzenie to zastraszyło Zazulę, dopiero go Szpunder uspokoił. Ks. Naumowicz zapytywany, jakie znaczenie przypisuje tym wyrazom, tłumaczył się, że wyczytał je w broszurze „La Pologne et les Habsbourg," Że ks. Naumowicz nie działał tak z lojalizmu austryackiego, lecz z panslawiżmu austryackiego, świadczy artykuł przygotowany imieniem dr. Naumowicza, w którym powiada: „Cóż się stanie, gdy cały naród zapotrzebuje wiary grecko-oryentalnej i wszyscy pójdą za narodowym instynktem? — Sława Hniliczanom, którzy pierwsi podjęli tę misyę". Są to pogróżki, a wyszłe z ust ks. Naumowicza po załagodzeniu sprawy hnilickiej, wielkie mają znaczenie. Jeżeli panowie macie jeszcze jakąkolwiek wątpliwość o zgubnej tendencyi ks. Naumowicza, to wskazuję na treść podania do metropolity greckokatolickiego, ułożonego przez ks. Naumowicza. Nie widzimy w tem podaniu księdza prawiącego z przekonania, nie widzimy ani lojalności austryackiej, ani miłości unii. „Unia, powiada ks. Naumowicz, nic nam dobrego nie zrobiła, spolszczyła szlachtę naszą, narzuciła naszym ojcom inną wiarę. — Rzym jest nieprzyjacielem cerkwi. — Idziemy, dokąd nas serce ciągnie." Przypomnijcie sobie panowie jeszcze sprawę zaleszezycką — przypomnijcie sobie, że ks. Naumowicz interesował się Sokołowem, że sprawę hnilicką wziął w swoje ręce że wszystkie nici prowadziły do kółka, w którem najczynniejsi byli Olga Hrabar, Adolf i Mirosław Dobrzańscy, Cybyk w Warszawie, Terlecki w Żytomierzu i t. d. to przyjdziecie niezawodnie do przekonania, że ks. Jan Naumowicz podjął się czynności prowadzących do celów w pytaniu głównem postawionych — dopuścił się zdrady stanu. Jestem zatem przekonany, że na pytanie główne odpowiedź wasza wypadnie „tak". Utwierdza mię w tem przekonaniu ta okoliczność, że sam ks. Naumowicz do tej działałności się przyznaje, że sam poczuwa się do winy. Ks. Naumowicz, choć jest to człowiek o silnej woli, wytrzymały, miał jednak i chwile słabe, w których upadał na duchu. W takiej to chwili napisał on z więzienia znany wam list do swojej żony. List ten, mimo że pisany w zwątpieniu, pisany jednak był z całym namysłem. W tym liście ks. Naumowicz powiada, iż teraz sam siebie nie rozumie. Zamiast Boga chwalić, jakieś fatum popchnęło go na pole nierozsądnej polityki, za którą musi się teras wstydzić. Byle się ta próba skończyła, przyrzeka żonie, że stale powróci do poprzedniego życia, kiedy to stał wierny przy narodzie, cerkwi i rządzie, podnosząc dobro narodu i austryacki patryotyzm. Brzydzi się teraz swemi bezrozsądnemi wycieczkami. Mojem zadaniem, powiada dalej, jak dawniej, będzie oświata narodu, religia, gospodarstwo , tak jak to poprzód czyniłem. Skoro mi Bóg pozwoli powrócić; nie umaczam nigdy więcej pióra dla polityki. Na tem kończę. Panowie sądźcie, czy człowiek w takiej chwili powiedział o sobie prawdę, czy nie. Ja sądzę, że człowiek w takiej chwili mówi prawdę. ЗдЪсь прекратилъ прокуроръ свою рЪчь, предсЪдатель-же закрылъ засЪданіе на короткое время. Въ 10 3/4 ч. дня продолжаетъ прокуроръ: Szanowni panowie ! Przebyłem największą część oskarżenia, przehędę i tę resztę. Prócz Załuskiego i Szpundera, byli tu i inni włościanie z Hniliczek, gdy jednak pokazało się, że nie działali z całą świadomością, lecz obałamuceni przez innych, wypuszczono ich. O Załuskim i Szpunderze tego powiedzieć nie można, jako takich, którzy pozostając w bezpośredniem zetknięciu z ks. Naumowiczem i przez niego pouczani, działali świadome; sami przytem w swem otoczeniu, przez szerzenie między ludem pism i broszur, rozpuszczanie różnych wieści, w walkach wyborczych, podróżach do Poczajowa i t. d. czynny brali udział w podburzającej ludność agitacyi. Wnoszę co do nich również potwierdzenie pytania pierwszego. W ten sposób, nadużywszy może waszej cierpliwości panowie, nie mogłem jednak inaczej wybrnąć z takiej masy materyału — skończyłem omawianie pytań głównych. Pozwolę sobie jeszcze zauważyć, że jak panowie |
| 371 |
widzicie, wszystkie warstwy prawie społeczne i powołania zetknęły się tu na ławie oskarżonych. Ludzie różnych warstw, urzędnicy, profesorowie, dziennikarze, księża, wszystko to, spotkało się razem, ażeby w łączności bezpośredniej z Mirosławem Dobrzańskim i w bezpośredniem porozumieniu (z wyjątkiem Szpundera), podjąć działalność ku jednemu celowi. Podjęli wszystko co określa i co nawet tylko przykładowo naprowadza §. 58 ustawy. Ustawa powiada: czy to działając publicznie, czy potajemnie; działali słowem i pismem i potajemnie; pojedynczo lub w związku przez knowanie, wzywanie i pobudzanie, werbowanie zwolenników, szpiegowanie i wreszcie popieranie sprawy datkami pieniężnemi. Są przeto wszystkie wymogi ustawy. Cel działania jest jawny: wywołanie zaburzenia, wojny domowej wewnętrznej, któraby przy pewnych konstelacyach politycznych, a nawet sama przez się mogła sprowadzić niebezpieczeństwo dla monarchii z zewnątrz, zwłaszcza wobec tylu wrogich aspiracyj i tendencyj komitetów panslawistycznych; oderwanie zaś Galicyi, Bukowiny i północnych Wegier od jednolitego związku i obszaru korony leżało w założeniu, jakkolwiek w planie dalekiej może jeszcze przyszłości. Omówiłem więc pytania główne. Było ich 11. Mniemam, że odpowiecie pp. na nie: tak. Postawiłem w tem oczekiwaniu pytania dodatkowe o wymiarze kary. Wy pp. macie jednak sądzić według przekonania tylko — nie oglądając się na nic, nawet na wyjaiar kary. Kara należy do trybunału. Jest ona ciężką — jest karą śmierci. Całą doniosłość tego ja czuję, mniemam jednak, że to na przekonanie wasze panowie wpływać nie powinno. Ustawa mówi dalej, ze zarówno podżegacze jak i bezpośredni wspólnicy podlegają przy zdradzie stanu karze śmierci. Tu Adolf Dobrzaóski i ks. Naumowicz byli podżegaczami i przywódcami. Dla tego sądzę, że co do nich potwierdzą panowie pytanie 1. dod. Co do innych, to działali oni także bezpośrednio i co do nich więc odpowiecie przez: tak. Gdybyście panowie jednak sądzili, że działanie ich nie było tak bezpośredniem, to potwierdzicie 2. pytanie, które orzeka od 10 do 20 lat więzienia, ale Trybunał ma prawo złagodzić tę karę do 5 lat. Przystępuję do pytań wypadkowych. 1. Przez dopuszczenie niedoniesienia. Ustawa wyjątkowo każe tu donieść. Taki srogi przepis, obowiązek denuncyowania, innym razem wstrętny, tu jest obywatelskim obowiązkiem, bo chodzi tu o byt państwa i ludu. Dla tego też przepis ten znajduje swe uzasadnienie w filozofii prawa i w poczuciu słuszności. Ustawa wczesne tylko doniesienie wynagradza bezkarnością. Jeżeli więc przekonalibyście się panowie, że oskarżeni nie działali dodatnio, to potwierdzicie, że wiedzieli, a żaden nie doniósł. P. Adolf Dobrzański i p. Olga Hrabar mogli też donieść na Mirosława D., choć bliscy krewni, bo był on bez przerwy w Rossyi, a kartel ekstradycyjny między Austryą i Rossyą orzeka, że zbrodniarzy politycznych wydawać nie można. Przystępuję do ostatniego pytania z §. 65 c) o zaburzeniu spokoju publicznego. Gdybyście panowie nie mieli przekonania, co do poprzednich pytań, to co najmniej przyznacie czynny wszystkich oskarżonych udział w związku, który miał zadanie zaburzenia spokoju publicznego. Zdaje mi się, że to jest pewnikiem. Skończywszy w ten sposób, jeszcze kilku słowami zakończę: Z przebiegu całej obecnej rozprawy przekonaliście się, szanowni panowie, że oskarżeni prawie bez wyjątku narzucili się austro-węgierskim Rusinom na protektorów, przewodników, zbawicieli i obrali drogę.... zdrady stanu! A mimo to mają jeszcze odwagę prawić o patryotyzmie — o lojalności — o przekonaniu głębokiem wewnętrznem, jakie rzekomo nimi powodowało. Pytam każdego uczciwego austryackiego Rusina patryotę: „Gdyby nawet istniała u nas kwestya tak zwana ruska, czy tą drogą, jaką obrali oskarżeni — godzi się dążyć do jej rozwiązania?" (Великій неспокой въ авдиторіи). Walczyć za prawa narodu jest obowiązkiem każdego patryoty, ale należy walczyć, chociażby nawet ze strony opozycyi, bronią godziwą! Miłość winna być przewodniczką; miłość do narodu, do religii i kościoła, do monarchii i jej całości. Stronnictwo może walczyć ze stronnictwem, ale nigdy kosztem całości państwa. Zgoda i miłość powinny być hasłem i do nich to dążyć należy w ramach ustawami zakreślonych. Ale — jak oskarżeni — siać niezgodę i nienawiść między stanami, między szlachtą i ludem, między narodowościami t. j. polską, ruską, niemiecką i węgierską, między religiami i wyznaniami, między posiadającymi i nieposiadającymi, sprowadzać lud na tory socyalizmu, budzić w nim złe instynkta, to nie prowadzi do celu, chyba na ławę oskarżenia, chyba do potępienia przez uczciwie myślących, prawdziwych patryotów. A cóż dopiero powiedzieć, gdy całe to dążenie oparte na pomocy zagranicznego, tyle wrogiego naszej monarchii towarzystwa rossyjskich politycznych panslawistów? Takie postępowanie bezprzecznie jest zdradą wobec narodu, wobec kościoła narodowego, wobec monarchii całej! |
| 372 |
Wy, szanowni panowie, wskażecie waszym werdyktem zasądzającym, że droga, jaką oskarżeni obrali i kroczyli, jest drogą zbrodni — a właściwą drogą do celu prowadzącą jest oświata ludu w szczerze patryotycznym duchu, podniesienie dobrobytu jego, obrona praw narodu na miejscu ustawami wskazanem. Na tej drodze wszelkie usprawiedliwione żądania narodowe znajdą niezawodnie posłuch. Na tej drodze znajdzie się niezawodnie cały lud ruski, cały kler ruski i cała intełigencya dotąd niezgangrenowana jadem politycznego rossyjskiego panslawizmu. Werdykt uniewinniający miałby groźne skutki. Mając to przed oczyma, zechciejcie panowie z tego miejsca urzędowego jedną tylko przyjąć uwagę: „Caveant praetores!" Polityczny panslawizm rossyjski coraz silniej kołacze do bram i granic naszej monarchii! Skończyłem. ЗатЪмъ отсрочилъ предсЪдатель розбиpaтельство до вечера. ЗасЪданіе закрыто въ 12 часовъ дня. |
| ||||
| Украинские Страницы, http://www.ukrstor.com/ История национального движения Украины 1800-1920ые годы |
||||
|
| ||||