Стенографическiй отчетъ изъ судовой росправы
по дЪлу Ольги Грабарь и товарищей
Главная Движения Регионы Деятели Ссылки Отзывы Форум

"Стенографическiй отчетъ изъ судовой росправы по дЪлу Ольги Грабарь и товарищей."

Rambler's Top100

Тридцать шестое засЪданіе
(14 (26)-го іюля; — начало въ 7 ч. 30 мин. вечера.)

Окончательныи рЪчи защитниковъ.

372

ІІослЪ открытья предсЪдателемъ засЪданія, началъ защитникъ д-ръ Лубинскій свою рЪчь:

Gdy stanąłem w rzędzie obrońców w tej sprawie, różnie tłumaczono sobie to moje wystąpienie, a krótkowidzący lub nięrozumiejący rzeczy, starali się nawet komentować moją tutaj pracę w sposób dla mnie ujemny. Jednakowoż nie zważałem i nie zważam na takie głosy, albowiem jestem tego zdania, że każdy Polak powinien każdą pracę swoją kierować na korzyść świętej sprawy naszej i praw naszych nieprzedawnionych i stawać wszędzie, gdziekolwiek mówionem będzie o sprawie polskiej i chociażby nawet tylko o sprawie krajowej, a gdy sprawa niniejsza żywo ze sprawą naszą się wiąże i głęboko wnika w stosunki nasze krajowe, toż zrozumie każdy, iż zabierając głos z tej trybuny i zasiadając tutaj przez czas tak długi, spełniłem obowiązek patryotyczny. — Skromne jest stanowisko moje w hierarchii społecznej, jednakowoż trybuna, z której przemawiam, nadaje mu wysoką powagę, albowiem w procesach politycznych trybuna obrońcy podobną jest do trybuny parlamentarnej z tą różnicą atoli, że w parlamencie mogą przemawiać namiętności i uprzedzenia partyjne, ztąd zaś powinna podnosić głos tylko zimna rozwaga, bezwzględna prawda i chłodne ocenienie przedmiotu rozprawy.

Z tylu stron podniesiono zarzuty bardzo ciężkie przeciwko podsądnym, wypowiedzieli oni tutaj niektóre przekonania, z które mi wprost nie zgadzam się i które zawsze zwalczałem i zwalczać będę, chociaż przez to nie uważam jeszcze podsądnych za zbrodniarzy, lecz tylko za ludzi innych przekonań politycznych lub błądzących— i w końcu wyszły w tej sprawie niektóre szczegóły niesympatyczne, a tak czarno odmalował moich klientów p. prokurator, że ażeby spełnić moje zadanie, które sobie nakreśliłem, t. j. wypowiedzieć z tego miejsca bezwględną prawdę, potrzeba mieć wobec dopiero wymienionych okoliczności, bardzo wiele cywilnej odwagi.

Ja ją mam, lecz ona tutaj mi nie wystarczy, gdyż wypowiedzenie prawdy bezwzględnej będzie może nie raiłem, czy dla tej, czy dla innej strony — i dla tego, zanim przystąpię do szczegółowych wywodów w obronie moich klientów, zwrócić się muszę przedewszystkiem do Ciebie, wielceszanowny p. przewodniczący i prosić Cię o swobodę słowa, swobodę wypowiedzenia prawdy i swobodę rozpatrzenia długoletnich naszych stosunków krajowych, które na niniejszą sprawę się złożyły i których ta sprawa jest wynikiem.

Każdy bowiem wypadek polityczny jest rezultatem przyczyn, chwilowo nawet nie dostrzegalnych, które dopiero nieraz historya wyświeca, która jest jedynym nieomylnym sędzią takich wydarzeń; — ażeby zaś przyczyny w obecnej sprawie rozpatrzyć i zajrzeć głębiej do historyi lat ubiegłych, zrozumiesz łatwo panie, iż swoboda jest mi potrzebną.

Wprawdzie w toku całej rozprawy nie ograniczałeś nigdy obrony i dozwalałeś wypowiedzieć nam wszystko, jeżeli tylko zachowaliśmy formy ustawą, porządkiem rzeczy i ważnością sprawy wymagane. Jednakowoż chwila, w której obrońca przemawia, jest dla niego i dla podsądnych nader poważną i każdy z nas chciałby się z zadania swego jak najgorliwiej wywiązać; a nadto sprawa ta jest tego rodzaju, że najróżnorodniejsze uczucia w sercach naszych się budzą. Więc racz, jak powiedziałem, najłaskawiej wybaczyć, gdy pod wpływem tak różnorodnych uczuć i przy spełnieniu tak trudnego obowiązku, niekiedy słowo myśli mojej nie odpowie, lub forma będzie chybioną i przyjm moje zapewnienie, że cokolwiek powiem, to powiem bez wszelkiego złego zamiaru, że powiem wprawdzie śmiało moje przekonania i zapatrywania, będę jednak daleki od chęci uchybienia komukolwiekbądź, lub wyjścia po za granice, które mój urząd mi nakreśla.

373

Powiedziałem przed chwilą, że przemawiając w obronie moich klientów, muszę rozpatrzyć przyczyny długoletnie, które na tę sprawę się złożyły, i których takowa jest wynikiem.

Sprawa ta dotyka trzech interesów, polskiego, ruskiego i interesu rzeszy rakuskiej — więc wypadnie mi rozpatrywać przyczyny, jakie z tych trzech stron do tego procesu doprowadziły, a że proces ten stanął przed trybunałem karnym, więc nic dziwnego, że jeżeli te przyczyny aż do takiego błędu doprowadziły, iż p. prokurator państwa wystąpić musiał, przyczyny o których będę mówił, polegają na błędach 2 tych trzech stron popełnionych.

A sądzę, że nie będzie nic zdrożnego, gdy te błędy rozpatrzymy i poznamy, albowiem poznać samego siebie jest najwyższą mądrością i każde społeczeństwo, każdy naród, każde państwo, które błędy swoje poznać się stara i błędy sobie wytykać pozwala, idzie ku doskonałości.

Przez wzajemne wypowiedzenie tych naszych wspólnych błędów, usuniemy może niejedno uprzedzenie i wiele przesądów, które te dwa bratnie narody rozdzielały, zejdziemy może z błędnych dróg, na które byliśmy popchnięci i wystąpimy na drogi sprostowane i wyrównane, tak iżby dwa bratnie narody mogły się do siebie zbliżyć, podać i uścisnąć sobie dłonie i ramię do ramienia, silnie i dzielnie, iść ku spełnieniu posłannictwa, jakie im od wieków zostało przeznaczone.

A obok tych bratnich narodów, rzesza rakuska, na której powodzeniu i potędze w dobrze zrozumianym interesie wiele nam zależy, gdy przypomnę jej błędy, także nic na swojej powadze nie utraci, gdyż przez to tem więcej uwydatnię dobre usiłowania obecnego systemu rządowego, który dawne drogi porzucać zaczyna.

Przechodząc teraz do szczegółowego wytknięcia błędów tych trzech stron interesowanych, muszę przedewszystkiem wypowiedzieć, iż obecnego procesu winne są najpierw dawne systemata naszych rządów austryackich, które, jak to stwierdził w tej sprawie J. Ekacel, pan minister Tisza, pierwszorzędny mąż stanu austro-węgierskiej monarchii, pod hasłem „divide et impera" różniły pomiędzy sobą narody.

Piękne posłannictwo wytknął Austryi pan prokurator, na czele motywów aktu oskarżenia, a w swojem wczorajszem przemówieniu rzekł, iż narody Austryi żyły obok siebie zawsze w harmonii, aż tę harmonię pierwsi podsądni zakłócili.

Lecz jakże daleko rzeczywistość daleka od tych ideałów p. prokuratora; dziś nawet, podczas zmienionego systemu rządowego, któryż naród rzeszy rakuskiej prócz jedynych Węgrów, jest całkowicie zadowolony? A cóż powiedzieć o systemach poprzednich, które działały zawsze połowicznie, zawsze chwiejnie, tak, iż wyrobiło się przysłowie, że Austrya jest krainą niespodzianek.

Dawniej zadowoloną była tylko jedna rasa, rasa niemiecka, a inne narody wychudziły tylko z przyrzeczeniami, mniej lub więcoj wedle okoliczności obszernerai, ale zawsze tylko z przyrzeczeniami.

Narody życzyły sobie konstytucyi i otrzymały ją. Jednakowoż w tym konstytucyjnym ustroju, chciano rządzić większością parlamentarną, zapomniawszy, że Austrya składa się z różnych narodowości, że przeto nie zapatrywania większości parlamentarnej, nie życzenia nawet większości ludów roztrzygać powinny, lecz, że tylko porozumienie i kompromis pomiędzy wszystkimi ludami zawarty, może zaprowadzić ład i ugruntować potęgę państwa; że narodów chociąż by najmniejszych, jako odrębnych indywidualności, przegłosowywać nie można, lecz, że każdy naród powinien stanąć z równym głosem, i że dopiero na podstawie tak zawartej dobrowolnej ugody zadowolenie ludów, a ztąd i potęga państwa osiągniętemi być mogą.

Zasada owa „divide et impera", o której wspomniał p. minister Tisza najsmutniejsze, jednak sprowadziła w naszym kraju skutki.

Na mocy tej zasady w roku 1848 wynaleziono naród Ruteńców i tak jak Polak rodził się wedle ówczesnych wyobrażeń, „Hochverräterem" tak metryka urodzenia Ruteńca była mu patentem na lojalność i pisano o nim zawsze „von erprobter Gesinnung."

Ten naród Ruteńców przeciwstawiono narodowi polskiemu i jego dążeniom; tym narodem paraliżowano wszystkie nasze wystąpienia. Był on pieszczoszkiem poprzednich systemów, nie wyjąwszy nawet czasów konstytucyjnych, a dowodem tego, że przy pomocy organów rządowych dwa kroć usiłowano wprowadzić do naszego Sejmu dygnitarza lwowskiego, który był właśnie takim Ruteńcem, a który zapisał się bardzo smutnie w historyi rzezi mazurskiej - i czem kto bardziej i skrajniej takim Ruteńcem być się mianował, tem więcej był forytowany.

Pod hasłem socyalnego, państwu nawet szkodliwego przewrotu, „lisy i pasowyska" odbywały się u nas wybory, a organa rządowe kandydatów tego hasła silnie popierały i kandydat taki zwał się kandydatem rządowym.

Jak zeznali świadkowie zaprzysiężeni, był wysoki dygnitarz w Galicyi, który w czasie powstania polskiego w 1863 roku zachęcał dziennik „Słowo" do ostrego pisania przeciw Polakom. I zabito w tych Ruteńcach myśl ruską i ruskie słowo, bo pisywali oni do władzy po niemiecku, a że Ruteńcy tylko byli u góry i na widoku, więc nic dziwnego, że powstawało rozdwojenie w kraju coraz większe i antagonizm obydwóch narodów z każdym dniem

374

wzrastał. Że zaś owi Ruteńcy umieli równocześnie, będąc partyą czysto rządową, wmówić w swoich braci Rusinów, iż oni łaskami ówczesnych rządów Ruś podniosą i gdy rzeczywiście pewne korzyści równocześnie dla Rusi uzyskali, więc nic dziwnego, że w ręku Ruteńców ster pozostał i oni tylko w sprawie decydowali.

A że wielu ludzi jest słabego ducha, a także pieszczoty łatwo uwodzą, więc stało się, że liczba Ruteńców była tak wielką, iż Polacy identyfikowali z nimi naród ruski.

W końcu ustały te pieszczoty, któremi Ruteńców tak długo zabawiano, i wtedy stało się, że Ruteńcy pieszczotami rozkapryszeni, jakoteż Rusini przez dotychczasową politykę swych przewódców, z wiary w własne siły wyzuci, chcąc jednakowoż podźwignąć coprędzej swój naród, zaczęli się oglądać na możniejszego północnego sąsiada i szukać tam pomocy. Pieszczoty tutejszego rządu sprowadziły u słabych umysłów to, że gdy te pieszczoty ustały, szukano pieszczot gdzieindziej, bo od pieszczot trudniej, niż od chleba powszedniego się odzwyczaić.

Więc nie dziwcie się szanowni współrodacy, jeżeli nasi bracia zbłądzili, bo wiele składało się na to, ażeby ich na błędną drogę naprowadzić.

Nie piętnujcie ich imieniem zbrodniarzy, bo zbrodni nie mieli na oku, i nie dziwcie się, że brani na sidła przez kogo innego, znowu w inne sidła złowić się dali.

Winni są w tej sprawie także Rusini, a winni są głównie temu, że nie patrzyli na własne siły, że milczeli wobec tego, co partyą Ruteńców przedsiębrała, że nie umieli rozpoznawać prawdziwej barwy od barwy farbowanych lisów, że z partyą demokratyczną polską, która każdej chwili rękę im gotowa podać, nigdy szczerego słowa nie zamienili, że w imię ile zrozumianej solidarności narodowej, zachowali milczenie, że karjerowiczów uważali za swoich prowodyrów, że to co Ruteńcy jako wielką zdobycz dla narodu ruskiego im podawali, brali jako istotną zdobycz, że nie umieli zrozumieć, że sprawa ruska jest u nas przedewszystkiem sprawą demokratyczną, sprawą oświaty ludu i podniesienia go z pod gniotącego go ciężaru, a wtedy naród od razu urośnie, iż nie umieli zbliżyć się do swoich współbraci, lecz pozostali w zaczarowanem kole tych, którzy dla własnych widoków antagonizm z nami szerzyli.

W końcu winni są tej sprawy także Polacy, że zamiast rozróżnić Ruteńców od Rusinów, w swoich pismach publicznych i przemówieniach, sądzili, iż wszyscy Rusini są Ruteńcami, czyli narzędziami rządów ówczesnych, że zaprzeczali przez usta niektórych mężów stanu, jak Leszka hr. Borkowskiego, istnienia narodu ruskiego, i prawie bez zaprzeczenia ze swojej strony w naszym sejmie przepuszczali głosy, że nie ma Rusi, że język ruski jest takiem narzeczem, jak język mazurski, a literackie języki są tylko dwa: polski lub rossyjski, że pisma nasze publiczne nіetylko nie karciły jednostki za wykroczenia, lecz błędy jednostek bardzo często generalizowały, że każde żywsze wystąpienie patryotów ruskich było nieraz podejrzywane o moskalofilstwo, że traktowaliśmy ich zawsze jako braci młodszych, a nie jako naród nam równy, że w życiu społecznem i codziennem nie umieliśmy zawsze pójść za radą Mickiewicza, którą nam podał w liście swoim do Galicyan, mówiąc: „Zaprzyjaźnić się z duchowieństwem patryotycznem wszelkiego wyznania, szczególniej mieć na celu duchowieństwo ruskie, unikać wszelkich kłótni z popami, a mianowicie procesu. Dawne przesądy przeciwko niektórym klasom mieszkańców n. p. pewna pogarda ku dzieciom duchownych greckich jest wielkim grzechem politycznym, najniebezpieczniejszym dla sprawy naszej", - że w końcu w ich kwestyach obrzędowych i językowych drażniliśmy nieraz ich uczucia i chcieli rozstrzygnąć to, do czego niebyliśmy powołani, co było ich sprawą domową, czegośmy nie pojmowali, lub nawet nie znali.

Dość wspomnąć o tem, żeśmy doszli do tego, iż wprowadzenie Jezuitów, zakonu przez nich znienawidzonego, do ich cerkwi, popieraliśmy w pismach naszych publicznych z gorliwością, godną innej sprawy; że wciskaliśmy im koniecznie nasz alfabet łaciński, chcąc przyspieszyć to, co naturalnem, a powolnem biegiem czasu sprowadzonem być musi, że jednem słowem zamiast zbliżyć się do tego narodu, wysłuchać spokojnie jego żałoby i jego żądań, samiśmy nieraz go draźnii, i w ten sposób zwracali tam, zkąd im pomoc i poparcie zdradliwie obiecywano.

Walka każda budzi namiętności, każda namiętność jest ślepą, najstraszniejsze zaś namiętności są religijne i polityczne, a nam nie czas wywoływać dzisiaj namiętności i rządzić się niemi, bo strawią nas i ich, a kto inny z tego skorzysta.

Więc nie rzucajmy dziś kamieniem potępienia na tych, którzy z tego narodu zbłądzili, odpuśćmy im ich winy, tak jak chcemy, aby i nam nasze winy były odpuszczone i werdyktem uniewinniającym zróbmy pierwsi tego odpuszczenia początek; być może, że bracia nasi zbłądzili, być może, że przekonania i drogi ich są mylne i błędne, ale pamiętajmy o tem, że wyrokiem karnym jeszcze nikt przekonań politycznych i religijnych nie poprawił, lecz, że przeciwnie właśnie nie raz najfałszywsze kierunki polityczne lub religijne w skutek wyroków karnych nabierały znaczenia, przechodziły nawet w masy ludu i ten szedł błędnymi torami.

Pamiętajmy o tem, że sami znajdujemy się w nader trudnem położeniu, że mamy wroga nieprzejednanego, który każdy nasz krok, każde nasze słowo fałszywie wytłumaczy, i po wyroku potępienia, który byśmy tutaj wyrzekli, będzie sobie szukał u tych braci naszych innych prozelitów i szerzył jeszcze dalsze rozdwojenie.

375

Niech to was nie wiąże, że p. prokurator z mocy ustawy żąda ukarania podsądnych, albowiem „salus rei publicae suprema lex esto" najwyższą ustawą jest dobro sprawy publicznej, które wymaga, by ta sprawa poszła w zapomnienie, by nie przypominała się nam każdego dnia przez długie lata więzienia podsądnych; dość już od początku swego drażniła umysły jednej i drugiej strony, niech wasz werdykt uniewinniający spuści na tę sprawę zasłonę.

Zresztą choćbyście nawet ze stanowiska obowiązującej obecnie ustawy sprawę tę osądzali, to mimo wszelkich wywodów p. prokuratora nie ma w tym wypadku istoty czynu tych zbrodni, za jakie p. prokurator żąda moich klientów ukarania.

Są może inne błędy, ale tych Wam w przedłożonych pytaniach nie przedstawiono, są może błędy inne, które do naszego sądu nie należą.

Wprawdzie na poparcie oskarżenia swego powiedział p. prokurator, że podsądni brali srebrniki i sprzedali swoją ojczyznę i religię swoją i raził ich tem powiedzeniem gorzej, niż akt ten oskarżenia. Jednakowoż panowie, są zarzuty, które wolno p. prokuratorowi czynić tylko wtedy, gdy ma na to niezbite dowody, na mocy zaś domysłów zarzutu dotykającego charakter podsądnego nawet p. prokuratorowi czynić nie wolno, zkąd bowiem dowód, że gdy brało dwóch za śledzenie nihilistów, inni swój naród sprzedawać mieli? Więc tych innych nawet nie bronię od tego zarzutu, lecz wręcz go odpieram.

Na udowodnienie winy podsądnych powtórzył p. prokurator prawie cały przebieg rozprawy i cóż się okazało? jaki czyn? jakie słowo? któreby istotnie zamiary i zbrodnie podsądnym podsuwane udowodniało.

Nie pójdę w ślady p. oskarżyciela, bo sądzę, że macie panowie w dobrej pamięci wszystkie szczegóły badania podsądnych i zeznania świadków i mniemam, że mamy tutaj przed sobą dwie sprawy: usiłowaną organizacyę tajnej policyi dla śledzenia nihilistów, do któroj przyłączono dwie postacie wybitne z narodu ruskiego, dla tego, że jedna jest ojcem urzędnika w celu organizowania tajnej policyi wysłanego, a drugą dla tego, że brała udział w sprawie hnilickiej, która przypadkiem wtedy wybuchła, gdy tę tajną policyę wykryto; a że te dwie osobistości są znane z panslawizmu, bp do tego się przyznają, a był tu urzędnik rossyjski, więc takim sofizmatem, odwoławszy się do Pogodina, który wydal swoje dzieła lat temu 40, utworzono całą tę historyę o rzekomym spisku i zebrano tutaj ludzi wprawdzie jednakowych przekonań politycznych, i którzy się także znali, lecz których żadna myśl zbrodnicza w niczem nie łączyła.

Ze zapatrywanie moje słusznem jest, dość wskazać ua młodego Naumowicza; wszak i on należał do tej tajnej policyi, a przecież w Wiedniu robotom na oderwanie Galicyi ani pomódz, ani zaszkodzić nie mógł.

Pyta p. prokurator, jeżeli śledzili nihilistów, dla czego czynili tak tajnie i tak ostrożnie, a przecież wiadomo, że organizacya nihiłistyczna ma lepszą policyę od policyi rządowej w Rossyi i wyśledzą najściślejsze tajemnice stanu, więc, jeżeli ma być wyśledzoną, to trudno to czynić jawnie, głośno i może przez umundurowanych agentów.

Związku tu zatem pomiędzy podsądnymi ani w kierunku zdrady stanu, ani w kierunku zaburzenia spokoju publicznego wcale nie było; wszak gdyby był ślad czegoś podobnego, to przy tych kilkudziesigciu rewizyach, przy tem przesłuchaniu w całej Galicyi stu kilkudziesięciu osób, byłby przecie chociaż jeden dowód dodatni odkryty, wszak wiemy z historyi i doświadczenia własnego, że w innych sprawach politycznych, gdzie takiego aparatu w ruch nie puszczono, gdzie byli ludzie więcej ostrożni i spiskowcy rutynowani, którzy wcale listów worami nie przechowywali, lecz niszczyli każdy świstek, przecież ślady i dowody ich czynów wyśledzono.

Łatwo jest przez sofistyczne zestawienie każdy najzwyklejszy czyn w związek z mniemaną zbrodnią postawić, i na rzecz najjaśniejszą optycznym aparatem rzucić ciemne kolory, jednakowoż to, co wystarcza dla oskarżenia żadnym faktem nieuzasadnionego, nie wystarcza jeszcze do wydania potępiającego wyroku; wyrok bowiem opierać się musi na faktach, na pozytywnych momentach, a tutaj prócz domysłów, podejrzeń i kombinacyj niestwierdzonych przez odbytą rozprawę nie ma nic, coby na zdradę stanu lub zaburzenie spokoju publicznego wskazywało. Mamy do czynienia tylko z zapatrywaniami, które są przecież wolne, czynem zaś nie objawiły się one. Nie ma także nic, coby wskazywało, iż podsądni winni są, iż o zdradzie stanu wiedząc, o tem nie donieśli władzy.

Nie mogę poddawać krytyce tego postanowienia ustawy, lecz pozwolę sobie powątpiewać, byście pp. przysięgli, zasądzili kogo, kto zaniedbał być delatorem w sprawie politycznej. —

W tem miejscu zwraca się obrońca do szczegółów oskarżenia przeciwko Adolfowi Dobrzańskiemu. Jego przeniesienie się do Lwowa tłumaczy malkontencyą ze stosunków na Węgrzech, nabycie majątku zupełnie naturalnymi sposobami, stosunki ze synem Mirosławom względami

376

na związek rodzinny. Sprawa fuzyi dzienników ruskich nic zawiera nic podejrzanego. Przejazdek Mirosława Dobrzańskiego nie podobna łączyć z projektem oderwania Galicyi. Przezorny rząd rossyjski bowiem, ma do tego inne figury sposobniejsze, niż młodego człowieka, który zaledwo pół roku bawił w Petersburgu. Co do Hrabarowej, to przecież przeniesienie się jej do Lwowa również nie powinno nikogo zadzirwiać! Córce, pozbawionej męża i dzieci, najlepiej jest przy ojcu. Tajność korespondencyj jest do wytłumaczenia. Członkowie familij zwyczajnie tak między sobą pisują. Ze korespondowała dużo z Rossyą — to również łatwo pojąć, bo prawie całą swoją familię miała tam za kordonem: męża i dzieci, brata, siostrę i szwagra. Na te stosunki cyfra 37 listów otrzymanych ztamtąd w 3 miesiącach nie jest wcale wielką. Całą tajną korespondencyę schwycono, i cóź się w niej znajduje? — rzeczy niezrozumiałe, ale jeszcze nie racya, by temu, czego sobie p. prokurator nie może wytłumaczyć, podsuwać myśli, i to aż do zdrady stanu podsunięte.

Dalej zbija obrońca szczegóły podniesione przeciwko Markowowi, w szczególności, że sprzedał ojczyznę — gdyby to prawdą było, inaczej by wyglądały jego suknie, i z pewnością nie był by redaktorem, współpracownikiem i ekspedytorem w jednej osobie. Nieszczęśliwa kwestya fortyfikacyj zaleszczyckich, powstała na podstawie wieści, których mnóstwo zwykle krąży. Wszak o ks. Naumowiczu rozgłoszono, że zapuścił w więzieniu brodę. Nic dziwnego więc, że jako redaktor pisma, chcący uprzedzić konkurencyjne organa, chciał się autentycznie poinformować. Gdyby istotnie szło o szpiegostwo, a oczywiście w interesie rządu rossyjskiego, to ten ma inne organa do tego, niż redaktora galicyjskiego i proboszczów. Na podstawie bałamutnego listu ks. Andrejczuka przecież żadne państwo nie będzie układało planów strategicznych.

Wspomniawszy jeszcze o niektórych zarzutach czynionych młodemu Naumowiczowi, dr. Ł. zwrócił się przeciwko zarzutowi ogólnemu, iż podsądni stanowili związek polityczny. Na takiej samej podstawie, każdego czasu możnaby także 11 Polaków, będących jednego przekonania, posądzić o związek.

A teraz na zakończenie pozwólcie mi jeszcze słów kilka; zważcie szanowni panowie, że wyniku tego procesu wyczekuje Ruś cała z sercem bijącem, że chociażby nawet podsądni wobec Rusi zbłądzili, to głośnem jest na Rusi przysłowie: „win meni ne myłyj, prymnijeho ne byj !" Patrzmy na tę sprawę, jak na sprawę Rusi domową, bo przez cały tok rozprawy mówiliśmy o wszystkiem, o ruskiej wierze, o ruskich dziennikach, o ruskim języku, o ruskich stronnictwach, nie mówiliśmy tylko o zbrodniach, które podsądnym są zarzucone.

Jeżeli podsądni zbłądzili, to zbłądzili przedewszystkiem wobec swego narodu, więc zostaw, my ten sąd Rusi, niech to ich będzie sprawą domową, a my od tego sądu się uchylmy, odpowiadając przecząco na wszystkie, co do trzech zbrodni postawione pytania.

Pamiętajmy na to, że u wszystkich narodów, które nie mają własnego rządu, każdy proces polityczny, choćby o najzgubniejsze teorye, bywa ubranym w szaty męczeństwa, a męczeństwo lud i młodzież otacza urokiem, i zasądzeni stają się postaciami legendowemi, a nie chciałbym, żeby ten proces znalazł naśladowców, lub przeszły do pieśni gminnej postacie innych ludzi pospolitych, właśnie dla tego, że Polacy ich zasądzili.

Stoimy w przededniu wielkich wypadków, i chwila obecna jest może nader ważną, kto wie, czy my i państwo, którego jesteśmy obywatelami w krótkim czasie nie będziemy potrzebowali bratniej dłoni milionowej Rusi, a może przyjdzie wkrótce czas, że z dłoni naszych sobie podanych przyjdzie nam utworzyć łańcuch, którym otoczymy siebie i państwo, którego jesteśmy obywatelami; niech więc w tym sojuszu, w tem podaniu dłoni naszych nie odezwie się dźwięk kajdan, włożonych na ręce kilku ludzi tego narodu, którzy, jeżeli zbłądzili, to zbłądzili tylko mylnem zrozumieniem swej sprawy.

Proszę więc was, panowie, dla podsądnych o werdykt uniewiewinuiajacy; oby nigdy o różnice polityczne Polak nie sądził Rusina, ani Rusin Polaka, lecz niech po tym procesie zapanuje między nami zgoda i miłość bratnia ku wspólnemu dobru i dla wspólnej naszej sprawy. Nie wyprzedzajmy historyi. Zanadto jesteśmy blisko faktów, by o nich sądzić można było. Prokurator przypomniał panom: „Caveant praetores", ja ostrzegam panów francuskiem przysłowiem: „Pas trop de zele." Tylko nie zanadto gorliwości. Panslawizmu, jeżeli zagraża Austryi, nie odpędzimy 11 szubienicami. Uskutecznią to najlepiej baterye, jeżeli przekroczą granicę i odeprą go tam, dokąd odparty być powinien. Dla tego upraszam panów, abyście całą tę sprawę, niepopartą żadnym dowodem — umorzyli.

Поздно вечеромъ кончилъ защитникъ д-ръ Лубинскій свою рЪчь, послЪ него сталъ говорити защитникъ д-ръ Дулемба, но такъ якъ онъ, вслЪдствіе невыносимой жары и поздней поры вкратцЪ прекратилъ свою рЪчь и большую часть своей рЪчи держалъ слЪдующого дня — то помЪщаемъ рЪчь его въ цЪлости въ отчетЪ слЪдующого засЪданія.

ЗасЪданіе закрыто въ 10 часовъ ночи.


" Стенографическiй отчетъ изъ судовой росправы по дЪлу Ольги Грабарь и товарищей."

Украинские Страницы, http://www.ukrstor.com/
История национального движения Украины 1800-1920ые годы
Rambler's Top100